(0-7 lat) Bajka o Świętym Mikołaju. Nie będzie tu jednak za dużo magicznych stworzeń, ani opisu bieguna. Ta historia opowiada historię Mikołaja gdy jeszcze nie był świętym i nie mieszkał na biegunie.

 

 

Historia, którą mam zamiar tu opowiedzieć, będzie zupełnie inna niż pozostałe. Informacji, które zawarte są w tej bajce, na pewno się nie spodziewacie i możliwe, że nie słyszeliście podobnej opowieści nigdy wcześniej. Nie usłyszycie tu bajki o latających saniach, elfach robiących zabawki czy wchodzeniu przez komin. Dowiedzie się za to jak to się stało, że Mikołaj stał się Świętym, co robił wcześniej, zanim zaczął rozdawać zabawki i gdzie w ogóle mieszkał jak był w Twoim wieku. Jeśli myślisz, że wiesz już wszystko o Świętym Mikołaju, mówię – Sprawdzam!!!

Zamknij oczy. Wytęż wszystkie swoje zmysły. No zamknij te oczy, mówię poważnie. Wyobraź sobie, że spacerujesz po delikatnie nachylonym zboczu pełnym dojrzałych, soczystych, gotowych do zbiory winogron. Aż ślinka cieknie jak na nie patrzysz. Chciałoby się tylko wyciągnąć rękę i je zerwać. Mniam. Popołudniowe słońce delikatnie ogrzewa twoją skórę, ale już jej nie parzy jak podczas największych południowych upałów. Słońce w tym kraju świeci prawie na okrągło, przez cały rok. Suma opadów w roku to jedynie dwa litry wody na metr kwadratowy, czyli bardzo mało. Wieczorna bryza chłodzi Twoją zmęczoną po całym dniu skórę. Nie jest jednak zimno. Jest bardzo przyjemnie. Czujesz niewyobrażalną ochotę aby położyć się pod jednym z winorośli, zerwać kilka przepełnionych sokiem winogron i zasnąć patrząc na zachodzące na horyzoncie, pomarańczowe słońce. Taka właśnie była i jest Italia, kraj w którym urodził się i żył Mikołaj. Teraz ten kraj nosi nazwę Włochy. Nie takie włochy jaki mamy na głowie czy na rękach. Po prostu taka jest jego nazwa. Jego granice w obecnych czasach wyglądają na mapie jak wielki but. Cudownie byłoby żyć na co dzień w takim bucie yyy to znaczy  ciepłym kraju nieprawdaż?! Jednak założę się, że brakowałoby Wam w zimę śniegu, który tam prawie nigdy nie pada.

Mikołaj urodził się bardzo dawno temu. Był to rok dwieście siedemdziesiąty, jak podają najstarsze źródła. Nie wszystkie informacje o nim się jednak zachowały. Część z nich to jedynie legendy, czyli historie przekazywane przez różnych ludzi innym różnym ludziom. Często zapominane, nigdzie nie zapisywane, a niektóre przez lata opowiadań prawdopodobnie zmieniły w ogóle swój oryginalny sens. Z tego co wiemy na pewno to fakt, że we Włoszech Mikołaj spędził 73 lata. Pochodził z dobrego domu, w którym niczego mu nie brakowało. Rodzice pozostawili mu duży majątek, który mógł albo zachować dla siebie, albo…no właśnie. Od swoich młodych lat uwielbiał pomagać innym ludziom, nie tylko dzieciom. Jedna z legend głosi, że Mikołaj w miasteczku Mira, w którym się urodził i mieszkał, miał bardzo chciwego i bogatego sąsiada. Sąsiad ten bardzo nie lubił Mikołaja. Ciągle z niego drwił i naśmiewał się z jego wiary w Boga. Pan Bóg ukarał w końcu sąsiada i pozbawił go całego majątku. Gdy ten nie miał już pieniędzy, postanowił sprzedać swoje trzy córki ponieważ bez posagu nikt i tak nie chciałby się z nimi ożenić. Posag był to majątek, który musiała kiedyś posiadać każda Panna młoda, która chciała znaleźć dobrego męża. Teraz na szczęście już ten zwyczaj nie obowiązuje. Do małżeństwa i stworzenia rodziny wystarczy miłość dwojga ludzi i dobre chęci. Mikołaj nie mógł do tego dopuścić. Pod osłoną nocy, trzykrotnie wrzucał worek pieniędzy do izby każdej z córek. Po wyprawieniu dwóch wesel Sąsiad postanowił dowiedzieć się skąd biorą się te pieniądze i chował się co noc w izbie trzeciej z córek, wyczekując darczyńcy. Gdy okazało się, że pomagał mu wyśmiewany przez niego Mikołaj udał się następnego dnia do niego, przeprosił najszczerzej jak umiał i obiecał, że od teraz będzie już tylko czynił dobro.

Dobre uczynki Mikołaja sprawiły, że został obwołany patronem wszystkich dzieci na świecie. Już w dorosłym życiu postanowił zrezygnować z wszelkich rozrywek, polityki czy handlu aby pomagać innym i oddać swoje życie Bogu. Zawsze stawał w obronie pokrzywdzonych i wspomagał biednych. Dzięki swojej pobożności został w końcu biskupem. Nie stało się to jednak w taki sposób jak obecnie w kościele. Nikt do niego nie przyszedł i nie powiedział: – Słuchaj zwolnił się etat biskupa, chcesz dostać awans? W Mirze, miasteczku gdzie mieszkał Mikołaj, włodarze musieli wybrać nowego Biskupa. To już nie legenda, ale szczera prawda. Ustalili, że pierwsza osoba, która następnego dnia o poranku wejdzie do kościoła się pomodlić, zostanie Biskupem. Mikołaj nie wiedząc o tym, poszedł jak zwykle bladym świtem do kościoła…i tak otrzymał awans. Czyny Mikołaja zostały dostrzeżone na całym świecie. Został on honorowym patronem takich miast jak Bydgoszcz, Berlin, Elbląg czy Głogów oraz państw takich jak Rosja, Grecja czy Albania. Założę się, że o chociaż jednym z tych miejsc już Ci ktoś opowiedział. Dodatkowo jest on patronem wielu różnych zawodów jak: wytwórcy guzików (może dlatego teraz łatwiej robi mu się zabawki z guzikami bo ma sprawdzonych dostawców), cukierników (już chyba wiem skąd na biegunie cukrowe laski), panien szukających męża (miał wprawę z trzema córkami, które pomógł wydać za mąż) kierowców (stąd chyba wiedza jak dostarczyć wszystkie prezenty w jedną noc), marynarzy, rybaków, żeglarzy oraz studentów, pielgrzymów czy podróżnych. Tradycja obchodzenia święta Mikołaja szóstego grudnia stała się ostatecznie ogólnoświatowa, zwłaszcza wśród katolików.

Teraz przyszedł czas na najciekawszą część tej opowieści. Wiecie co się stało gdy Mikołaj osiągnął 73 lata? To jest bardzo ważne i intrygujące pytanie. Nie mam dla Ciebie jednej odpowiedzi. Stare pisma i księgi też nie mówią jednoznacznie. Jest tylko kilka legend, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, które mówią co się później z nim działo.  Jedna legenda mówi, że gdy już ze starości podupadł na zdrowiu, przeszedł na zasłużoną emeryturę, osiadł w miasteczku, w którym mieszkał całe swoje życie i było tak, aż do jego ostatnich dni. Inna legenda mówi, że był już tak znany w każdym kraju na Ziemi, że pojechał w podróż dookoła  świata i osiadł ostatecznie w jakimś pięknym kraju mieszkając w chatce na plaży, popijając do ostatnich dni swoje ulubione kakao. Jeszcze jedna legenda ujawnia, że podobno ktoś go ostatnio w naszych czasach widział jak dalej pomaga biednym i potrzebującym. Mi się osobiście podoba ostatnia z legend, łącząca elementy wszystkich poprzednich. Podobno w siedemdziesiąte trzecie urodziny, Mikołaj spakował cały swój dobytek i postanowił wybrać się w podróż, pomagając wszystkim potrzebującym napotkanym po drodze. W trakcie wyprawy zatrzymał się, żeby odpocząć przez noc, na obrzeżach  gęstego, równikowego lasu. W nocy obudził go przeraźliwy krzyk. Pomimo strasznego zmęczenia, poderwał się na równe nogi i skierował w kierunku hałasu. Szedł powoli przedzierając się przez gęste zarośla, liany i węże. Stawiał ostrożnie każdy krok mając nadzieję, że wzrok przyzwyczai mu się szybko do przenikliwej czerni nocy i zobaczy coś więcej niż czubek własnego nosa. Na szczęście chmury ustąpiły i jego oczom ukazał się wielki, jasny księżyc. Przyspieszył więc kroku, tym bardziej, ze krzyk stawał się z każdą chwilą donośniejszy. Doszedł do drzewa o nazwie Puchowiec Pięciopręcikowy (nazwę odnalazł później w encyklopedii). Wtedy wiedział i widział jedynie, że jest to drzewo gigant. Nigdy nie widział tak potężnej i ogromnej rośliny. Na wystających korzeniach leżała i nadal krzyczała z bólu jakaś postać. Wyglądem przypominała wysokiego, chudego człowieka trzymającego się za nogę. W świetle księżyca zauważył jednak, że uszy ma jakieś inne, spiczaste i świecące delikatnie w księżycowej poświacie, jakby aktywowały się czując księżyc. Podszedł ostrożnie bliżej.

  • Auuuu. Ała, ała – płakała postać – hej kim jesteś? Nie podchodź bliżej.
  • Spokojnie – odpowiedział Mikołaj pokazując otwarte dłonie na znak, że nie ma złych zamiarów – usłyszałem Twój krzyk na obrzeżach lasu i pospieszyłem z pomocą. Jestem Mikołaj. Czy mogę Ci jakoś pomóc?
  • Powiem Ci coś, ale musisz obiecać, że nikomu, nigdy przenigdy nie zdradzisz tej tajemnicy.
  • Obiecuję – odpowiedział biskup przykładając dłoń do serca.
  • Jestem Elfem. Nasza rasa żyje wśród ludzi, w sekrecie od tysięcy lat. Gdyby nie uszy i wzrost, nie odróżnialibyśmy się od Was wcale. Mamy jednak jeszcze jedną rzecz, która nas różni od ludzi. Jest to umiejętność posługiwania się magią i rozmowa ze wszystkimi roślinami i zwierzętami. Dzisiaj w nocy, przeskakując po konarach drzew, rozmawiałem sobie w myślach z tym o to drzewem gigantem. Powiedziałem coś co je uraziło – nie będę wdawał się w szczegóły – i obraziło się na mnie. Zamiast uchylić swoje gałęzie, jak zawsze,  kiedy skoczyłem z poprzedniego drzewa, nie ruszyło się ani na centymetr. Uderzyłem w wielką gałąź kolanem i osunąłem się po pniu na Ziemię. Mamy w mojej wiosce specjalne zioła na takie uszkodzenia ciała, ale sam tam nie dam rady dojść.

Mikołaj wysłuchał poszkodowanego z uwagą. Chrząknął tylko na znak, że wszystkie informacje zostały w jego głowie zarejestrowane. Nie znaczy to jednak, że wszystko zrozumiał. Pomimo swojego podeszłego wieku, miał w sobie jeszcze bardzo dużo siły. Złapał więc energicznie Elfa pod pachę i powiedział:

  • Kieruj zatem do swojej wioski.

Wioska Elfów znajdowała się w głębi deszczowego las. W miejscu do którego nie zapuścił się nigdy żaden człowiek. Może też dlatego, ze niektóre zarośla były tak gęste i nieprzeniknione, ze gdyby Elf nie rozplątywał ich pnączy magią, żadne nożyce ludzkie by tu nie pomogły. Po przejściu zaplątywał je oczywiście znów, aby nikt z ludzi nie mógł tędy przejść. Małe drewniane chatki, zawieszone były na lianach, w koronach najwyższych drzew. Gdy poszkodowany Elf uleczył swoje kolano specjalnym okładem z gęstej zielonej papki, opowiedział swoim kolegom o pomocy udzielonej mu przez człowieka. Poruszyła ich ta historia i wspomnienie Mikołaja o swojej wyprawie. Postanowili uzupełnić jego zapasy w wodę i jedzenie na dalszą drogę. Dali mu również miejsce do odpoczynku i spania na jedną noc. Kiedy następnego dnia opuszczał ich krainę otrzymał od szefa Elfów jeszcze jeden podarek. Posypał on głowę Mikołaja magicznym pyłkiem z kwiatów Mocy.

  • Cóż to takiego? – zapytał Mikołaj
  • Jest to nasza najbardziej skrywana tajemnica. Każda istota posypana tym proszkiem dozna lekkości w każdej podróży. Żadna odległość czy nierówna droga nie będą wywoływały zmęczenia. Gdy natomiast wejdziesz do jakiegoś pojazdu, aby udać się w naprawdę daleką podróż, czas dla Ciebie zwolni, abyś zdołał w czasie swojej podróży załatwić wszystkie ważne sprawy. Tylko jak się zatrzymasz czas będzie biegł normalnie.

Mikołaj nadal nie wszystko jeszcze rozumiał. Pokiwał tylko głową, podziękował i wyruszył w dalszą podróż.

  • Polecam abyś udał się na daleką północ. Jak uda Ci się dotrzeć do Laponii, pozdrów moją rodzinę, która tam mieszka razem z krasnoludami. Mój kuzyn ma kilka pomysłów jak sprawić ludziom radość, może się tam przydasz. – krzyknął tylko na odchodne szef elfów.

To już koniec tej legendy. Nikt nie wie co dokładnie działo się później z Mikołajem. Możemy się tylko domyślać. Patrząc na cukierki w moich butach co roku, szóstego grudnia a następnie prezenty pod choinką, jestem skłonny uwierzyć w ostatnią, trzecią legendę. Chociaż nigdy Mikołaja na własne oczy nie widziałem, wierzę, że dotarł na biegun i razem z Elfami i krasnoludami dalej pomagają ludziom na cały świecie, a dwa razy do roku rozdają wszystkim prezenty. A jak Ty uważasz. Co się stało z Mikołajem jak skończył 73 lata?

Leave your comment