(0-7 lat) Chcesz być pilotem samolotu? Ok. Chcesz polecieć w kosmos? Nie ma sprawy. Chcesz mieć fabrykę czekolady? Zapisz na liście. Na wszystkie marzenia w życiu może nie starczyć czasu, ale trzeba robić co w naszej mocy, aby je spełniać. Wszystko jest możliwe, jeśli się tylko bardzo mocno tego chce. Bajka opowiadająca o tym, że nie warto rezygnować z marzeń.
 

 

 

Między dwoma pagórkami, w dolinie, ze wschodu na zachód płynie rzeka Odpływka. Powstała ona z połączenia dwóch  ogromnych wodospadów, wydobywających się, z widocznych gołym okiem, Gór Kamykowych.

Na jednym brzegu, rośnie bardzo gęsty las iglasty, który służy szopom praczom, jako wielka suszarka i odświeżacz powietrza. Na drugim, mamy złoto-żółtą plażę, z piaskiem tak miękkim i delikatnym jakby chodziło się po chmurce. Służy ona, do spotkań i odpoczynku dla mieszkających w pobliżu zwierząt. Jest tam też mała drewniana budka z gałązek, w której rodzina szopów praczy, prowadzi rodziną pralnię o nazwie Czyste Futerko. Zamówili ten domek u znajomych bobrów, które mieszkają na zakręcie Odpływki. Przychodzą do nich wszystkie zwierzęta, które korzystają z tego wodopoju – lwy, gepardy, nosorożce, zebry, żyrafy a nawet krokodyle – aby wyczyścić im futerka, pościele, zasłony czy dywany. Podobno, kiedyś wyprano razem futro tygrysa i zebry. Potem przez kilka dni, przez pomyłkę, zebra miała czarno-pomarańczowe pasy, a tygrys białe prążki na pomarańczowym futerku. Problem jednak szybko naprawiono i wymieniono futra na nowe. Rodzina Szopów składa się z czterech osób: Taty Andrzeja, Mamy Graży i dwóch synków,  Miłka i Bzika.

 
          Interes rodzinny ma się bardzo dobrze od wielu lat. Odkąd Bzik – lat 5 i Miłek – lat 3 nauczyli się korzystać z tarki do prania i mają na tyle siły, żeby prać małe futerka kolegów w ich wieku, pomagają rodzicom. Jest to bardzo ciężka praca, ale nigdy nie narzekali na nadmiar obowiązków, bo kto może więcej pluskać się w wodze, w ciepłe słoneczne dni, niż oni. Niektóre dzieci nawet im zazdrościły, bo one przychodziły tu się wykąpać tylko raz dziennie ze swoimi rodzicami. Na więcej po prostu czas nie pozwalał, bo trzeba było jeszcze upolować coś na obiad, nauczyć się czegoś w Szkółce Leśnej czy posprzątać swoją jaskinię. Małe szopy natomiast, w pracy były ciągle w wodzie, a po wykonanych obowiązkach dalej mogły iść popływać, ponurkować i złapać jakąś rybkę na kolację czy poskakać do wody z Wychylonego Drzewa, na pagórku z iglastym lasem. Rzeka płynęła ze wschodu na zachód, więc słońce w pogodny dzień dawało im ciepło praktycznie przez cały dzień. Kiedy za pagórkami było już szaro, wszyscy nad rzeką mogli jeszcze cieszyć się ciepłym światłem zachodzącego słońca. W sezonie jesienno-zimowym było już gorzej, bo dni były krótsze i temperatura dużo niższa, ale wtedy większość zwierząt korzystała z możliwości zapadnięcia w sen zimowy i budzili się ponownie jak było już miło i ciepło. Szczęściarze.
 
          Kiedy rodzina szopów zamykała na noc swoja budkę z zamówieniami i miała już wystarczająco dużo ryb na kolację, wszyscy udawali się do zbudowanego na brzegu rzeki domku, na kolację. Domek również zbudowany był przez zaprzyjaźnione bobry, które cała rodziną wykonywały drewniane konstrukcje, na zamówienie innych zwierząt. Domek, w porównaniu do budki w której zbierano zamówienia, zbudowany był z solidnych, grubych bali drewna, które często spływają Odpływką z tartaku na Wschodzie do dużego miasta na Zachodzie. Po kolacji, przyszedł czas na sprzątanie ze stołu i zmywanie. Miłek uwielbiał znosić talerze ze stołu i układać je równo w zlewie. Zdarzało mu się jeszcze zrzucić czasem  jakieś resztki jedzenia na podłogę, z talerzy które niósł, ale zaraz brał szufelkę z miotełką, którą dostał na ostatnie urodziny i było po kłopocie. Bzik natomiast zawsze chciał spróbować zmywania. Rodzice nigdy mu jednak na to nie pozwalali. Mówili, że może się skaleczyć, potłuc talerze czy zabrudzić futerko płynem do naczyń. Dzisiaj jednak Tata Szop, zawoła syna mówiąc:
– Synu, jesteś już na tyle dużym szopem, że dosięgasz do zlewu i chciałbym, żebyś nauczył się jak się myje naczynia.
Bzik, aż wyskoczył pod sam sufit z radości, kiedy to usłyszał i od razu zabrał się do pracy.
– Tylko uważaj na ostre noże, bo możesz się skaleczyć. Najlepiej zostaw je dla mnie a Ty zajmij się talerzami i patelnią – poradził tata.
 
          Przez kilka dni, Bzik poprawiał swoje umiejętności zmywania po okiem taty. Szło mu coraz lepiej. Pewnego dnia, tata Andrzej musiał zostać dłużej w pracy, żeby dokończyć ostatnie pilne zamówienia. Mama przygotowała więc kolację sama z dziećmi, Miłek po jedzeniu posprzątał ze stołu a Bzik, jak zwykle, czekał ze zmywaniem na tatę. Niestety długo go nie było i nie mógł już się doczekać. Pozmywał wszystko sam, nawet ostre noże błyszczały jak nowe i nawet się nie skaleczył bo bardzo uważał zgodnie z radą taty. Najstarszy szop wrócił do domu i już od drzwi przywitał go starszy z synów.
– Tato, nie musisz już dzisiaj nic robić. Usiądź proszę na kanapie, napij się herbatki i odpocznij. Miałeś dzisiaj ciężki dzień. My już wszystko posprzątaliśmy.
– Ale jak to? Kto pozmywał naczynia? – pyta zdziwiony tata
– Sam to zrobiłem jak mnie uczyłeś. Nawet patelnie i noże umyłem…i się nie skaleczyłem.
Tata pełen podziwu wszedł do kuchni i zastał tam naczynia błyszczące jak nowe. Wszystko równo poukładane na suszarce i żadnych plastrów oznaczających stłuczenia czy zacięcia. Przepełniała go radość i duma.
– Synu, wymagało to od Ciebie dużo dokładności i samodzielności. Sprawiłeś mi dużą radość. Powinieneś być z siebie dumny.
– To nic takiego tato, miałem dobrego nauczyciela. Muszę Ci jednak coś powiedzieć.
– Zamieniam się w słuch w takim razie.
– Większą radość sprawia mi zmywanie niż pranie. Dodatkowo jestem w tym dużo lepszy. Dlatego postanowiłem, że jak dorosnę i odłożę trochę pieniędzy, otworzę Zmywalnię, tam pod wodospadem. Rozmawiałem już z moim kolegą bobrem, który obiecał wybudować dla mnie odpowiednią budkę.
Tata nie wiedział co powiedzieć. Zamyślił się tylko i chrząkał coś niezrozumiałego od czasu do czasu, aż w końcu się odezwał:
– Bziku. Przykro nam będzie, jeśli zrezygnujesz z rodzinnego interesu. Będzie nam Ciebie na prawdę brakowało. Będziemy musieli też, na Twoje miejsce, zatrudnić kogoś innego, żeby być w stanie realizować wszystkie zamówienia. Nie możemy Cię jednak trzymać na siłę, bo będziesz niezadowolony i smutny a ja chcę Twojego szczęścia. Jeśli za kilka lat, jak dorośniesz, dalej będziesz chciał otworzyć Zmywalnię, dołożę drugie tyle ile uda Ci się oszczędzić.
Przytulili się mając uśmiechy od ucha do ucha i poszli przygotowywać się do spania.
 
          Minęło dziesięć lat. Pod wodospadem bobry zaczęły budować nową budkę. Szop pracz niósł coś prostokątnego w łapkach i kierował się na plac budowy. Kiedy dotarł na miejsce, poprosił budowniczych o młotek i kilka gwoździ. Umieścił drabinę przed wejściem do budki, wziął to co przyniósł ze sobą i zaczął przybijać. Po chwili można było przeczytać: “Zmywalnia Szopa Bzika – naczynia, garnki i kuchenne przybory – zawsze z błyskiem i na czas. Był z siebie dumny i juz nie mógł się doczekać pierwszych zamówień. Po chwili przy budce zjawił się inny szop.
– Brawo synu. Pokazałeś, że warto walczyć i ciężko pracować, aby Twoje marzenie się spełniło. – stwierdził tata Bzika
– Warto dążyć do spełnienia naszych marzeń tato. Bez nich, życie byłby nudne. Jak tylko zdobędę pierwszy klientów postaram zrealizować kolejne. Pewnie nie uda mi się zrealizować wszystkich, bo mam głowę pełną pomysłów, ale sama droga do marzeń powoduje, że jestem szczęśliwy.
Oboje uściskali się. Tata Szop postanowił pomóc bobrom w dokończeniu budki, a Bzik udał się na plażę, żeby zachęcić pierwszych klientów do skorzystania z jego usług.
 
 

Zapisz na dysku i wydrukuj obrazek. Następnie weź kredki albo pisaki i go pokoloruj. Będzie mu smutno jak tego nie zrobisz 🙂

(dlatego obrazki są czarno-białe w każdej bajce)

Jeśli dodatkowo, wyślesz pokolorowany obrazek na adres info@bajkowytata.com umieszczę go na mojej fejsbukowej ścianie z Twoim imieniem 🙂