początek szkoły

 

Na skraju lasu, przy wiejskiej drodze, znajdował się grafitowy domek. Mieszkali tam Mama, Tata, Zosia i Stefek Ołówkowie. W ich rodzinie każdy przychodził na ten świat jako malutki rysik. Z czasem przybierał na objętości, a gdy zaczynał szkołę, miał już grubą warstwę drewna wokół siebie, która chroniła go przed złamaniem.

Stefek kończył w tym roku siedem lat i jako pierwszy z rodzeństwa, miał iść do szkoły podstawowej.
Ołówkowie bardzo dbali o to, aby dzieci dobrze zrozumiały, co to jest szkoła i po co trzeba tam chodzić. Właśnie dlatego, Stefek był przejęty pierwszym dniem szkoły, ale nie denerwował się jak inne dzieci.

O sposobach na strach przed pójściem do szkoły, Stefek opowie ci w dalszej części tej bajki.

Gdy pierwszego września budzik zadzwonił o siódmej rano, Stefek już wiedział, co trzeba zrobić. Wyciągnął się na łóżku, ziewną i poszedł zjeść pożywne śniadanie. Nic tak nie dodaje energii przed nauką, jak miska przepysznych płatków z wiórkami grafitowymi i owocami. Następnie wyszorował zęby węglem, ubrał przygotowany dzień wcześniej granatowy mundurek, założył spakowany poprzedniego wieczoru plecak i wyszedł z mamą do szkoły.

Jeszcze przed budynkiem panował gwar, słońce prażyło skórę, jak olej frytki, w uszach huczało od hałasu, a dzieci biegały wszędzie niby małe myśliwce szukające swojego lotniska.

Stefek już wiedział, gdzie ma wylądować. Byli tu jeszcze w sierpniu, chwilę przed rozpoczęciem roku szkolnego, aby mały Ołówek poznał Linijkę — Panią dyrektor i Elektryczną temperówkę — Panią wychowawczynię. Dzięki temu, od razu po wejściu do szkoły, zobaczył znajomą twarz i udał się do swojej klasy.

Najgorszy jest lęk przed nieznanym.

Mama Ołówkowa przed pożegnaniem swojego małego, ale zaradnego rysika, powiedziała mu, żeby pamiętał o tym, jak dobrze umie już dbać o porządek, zna literki z alfabetu i ma piękny uśmiech. Podkreślenie kilku pozytywnych cech dziecka, zawsze zwiększało jego pewność siebie i wzmacniało poczucie własnej wartości. Następnie dała mu całusa w białą, jak śnieg gumkę do mazania na czubku jego głowy, pomachała na pożegnanie i wyszła z budynku.

Stefek usiadł na jednym z trzydziestu wolnych miejsc. Po chwili reszta dzieci zaczęła się schodzić. Obok niego usiadł trzęsący się z nerwów cyrkiel Adaś. Klasa składała się też z ostrzynki Agatki, kolorowych kredek Witka, Wojtka, Weroniki, Wiktorii i Witolda, niebieskiej gumki Oli, innego ołówka Mariuszka, i kilkorga innych dzieci, które Stefek poznał dopiero pod koniec dnia, bo siedzieli najdalej od niego. I tak trudno było mu zapamiętać tych dziewięć pierwszych, nowych imion.

Podobno najłatwiej jest zapamiętać imię nowego kolegi czy koleżanki, jeśli skojarzymy je z jakimś znanym nam przedmiotem, jedzeniem czy inną osobą, która jest nam bliska.

Na przykład ołówek Mariusz był chudy jak wujaszek Dariusz. Ola miała kolor, jak ulubione jeansy, a cyrkiel Adaś po prostu przypominał literę A, gdy stał. Stefek nie poznałby tych wszystkich imion, gdyby nie wyciągnął najpierw ręki i nie zapytał „Cześć, jestem Stefek, jak masz na imię?”. Kosztowało go to trochę nerwów, ale dzięki temu miał już od pierwszego dnia kilkoro kolegów i koleżanek, dzięki czemu czuł się prawie, jak w domu.

Gdy wszystkie dzieci usiadły grzecznie w ławkach, odezwała się duża elektryczna temperówka. Pani Antonina, która została w tym roku wychowawcą i opiekunką klasy pierwszej A. Rozpoczęły się lekcje.

Gdy Pani pisała pierwsze białe zdania na granatowej tablicy, do Stefka odezwał się ledwo słyszalnym głosikiem kolega z ławki, Adaś.

– Co ty taki spokojny siedzi? Nie denerwuje cię pierwszy dzień w szkole?
– Jasne, że się denerwuję — odpowiedział równie cicho Stefek – Tylko mama nauczyła mnie w tym roku kilku ważnych rzeczy, dzięki którym czuję się pewniej w szkole bez niej.
– Co to za rzeczy?
– Długo ćwiczyliśmy samodzielne zakładanie i zdejmowanie ubrań, w tym szalika, rękawiczek i czapki oraz wiązanie sznurowadeł. Z tym ostatnim idzie mi jeszcze najgorzej, ale próbuję za każdym razem być coraz lepszy.
– A czemu to wszystko ćwiczyliście?
– Podobno będziemy często wychodzić na szkolny plac zabaw, na spacer, do muzeum czy do kina i mama chciała, żebym sam umiał dobrze przygotować się do takich wycieczek.
– Moja mama — odpowiedział zmartwiony cyrkiel — zawsze robi wszystko za mnie, bo mówi, że tak jest szybciej i sam sobie jeszcze nie poradzę. Nawet plecak pakuje zawsze za mnie, mimo że bardzo chciałbym to robić sam.
– My plecak przygotowujemy razem już dzień wcześniej.
– A po co dzień wcześniej?
– Żeby rano na spokojnie zjeść śniadanie, ubrać się i wyjść w domu, zamiast myśleć, co jeszcze trzeba zabrać i się denerwować, że czegoś się zapomniało. Tak przynajmniej mówi moja Ołówkowa mama.
– Muszę powiedzieć o tym mamie. Dzisiaj strasznie na siebie krzyczeliśmy rano, bo ciągle coś mi się przypominało, co trzeba włożyć do plecaka. Jedyne co mogłem zrobić sam, to wybrać sobie zeszyty i piórnik przed rozpoczęciem roku.

– Dzieci, proszę o ciszę! – krzyknęła wychowawczyni, bo coraz więcej dzieci zaczęło szeptać, a niektóre nie miały nawet ochoty mówić ściszonym głosem i przekrzykiwały się nawzajem.

– Psze Pani, a kiedy moja mama mnie odbierze? – zapytał Mariuszek.
– Pewnie po lekcjach. Chyba że zostajesz jeszcze w świetlicy, ale to muszę sprawdzić w sekretariacie.

Mamy powinny powiedzieć dzieciom każdego ranka, o której je odbiorą. Wtedy będzie mniej takich pytań i wszyscy będą spokojniejsi. Sprawdźmy teraz obecność.

Adaś nadal był ciekawy sposobów, jakie ma Stefek i jego mama, na ograniczenie nerwów związanych ze szkołą. Dlatego nie skupiał się na tym, co mówi Pani, ale najciszej jak umiał, znów zaczął zadawać koledze pytania.

– A co ci mama mówiła o szkole? Bo mi same straszne rzeczy. Podobno jak moja mama była mała, to musiała karne kółka na boisku kręcić, stać w kącie, a jak za dużo rozmawiała na lekcji, to Pani rzucała w nią brudną kredą.
– Co za okropieństwa! – oburzył się Stefek. – współczuje twojej mamie, że doświadczyła takich rzeczy i jeszcze ciebie nastraszyła. Nic dziwnego, że cały się trzęsiesz. Moja mama powiedziała mi zupełnie coś innego. Mówiła, że nie ma w tym nic złego, że będę się denerwował początkiem szkoły i że nie wszystko będę jeszcze umiał czy rozumiał. Szkołę mam traktować jak ciekawą przygodę, dzięki której nauczę się wielu nowych rzeczy, poznam ciekawych ludzi i wyjadę w różne interesujące miejsca. Opowiadała też, że w szkole obowiązują pewne zasady i powinienem ich przestrzegać. Trochę tak jak w domu. Powiedziała mi też, że nie wszyscy będą tacy sami. Spotkam tu ludzi miłych, wesołych, nerwowych, smutnych, agresywnych, dużych, małych, pomocnych, wrednych i wielu, wielu innych. Nie z każdym muszę się przyjaźnić, ale każdego powinienem szanować i nie robić innym krzywdy. Wiem też, że trochę czasu minie, zanim będę się w szkole czuł swobodnie, ale to będzie najciekawszy czas w moim życiu.

– Masz bardzo mądrą mamę — powiedział zamyślony Adaś – mam nadzieję, że będzie, tak jak mówi.
– Jeśli poprawi ci to humor, to tata mi też powiedział, że nie będziemy tylko uczyć się pisania czy liczenia. Będzie też dużo zabaw, śpiewania, zajęcia plastyczne i różne koła zainteresowań.
– A co to są koła zainteresowań?
– Na przykład, jeśli bardzo spodoba ci się jakiś sport czy inne lekcje, będziesz mógł zapisać się na dodatkowe zajęcia, gdzie będziesz rozwijać swoje zainteresowania jeszcze bardziej. Nigdy nie wiadomo, jaki drzemie w nas talent. Tak mówi tata.
– Mój tata powiedział mi tylko dzisiaj rano, że skończyła się zabawa i teraz czekają mnie tylko długie lata nauki, oceny, sprawdziany i kartkówki. Chociaż nawet nie wiem, co to są kartkówki, ale samo słowo brzmi strasznie.
– Kartkówki to podobno tylko sprawdzenie naszej wiedzy. Na przykład czy umiemy napisać jakieś zdanie. Myślę, że jeszcze dużo czasu minie, zanim będziemy musieli je pisać, bo dopiero nauczą nas literek.
– A co ty masz tutaj? – zapytał Adaś, patrząc na wiszący na szyi Stefka, połyskujący od słońca przedmiot.
– To wypolerowana skuwka mojej mamy. Sama dostałą ją, gdy ukończyła szkołę. Ma mi ona dodać odwagi i przypominać o tym, że lekcje w szkole w końcu się skończą, ja wrócę do domu i będę mógł mamie o wszystkim opowiedzieć. O tych dobrych, ale i nerwowych momentach, jakich doświadczyłem każdego dnia w szkole.
– To bardzo ciekawy pomysł. Też muszę z mamą znaleźć taką rzecz, która będzie mi dodawała otuchy. Zaraz po szkole opowiem o tym mamie. Już bardzo się cieszę, że cię dzisiaj poznałem Stefku. Od razu mi raźniej i nawet już się tak nie denerwuję.
– Cieszę się, że mogłem ci pomóc opanować emocje. Pamiętaj, że każde z dzieci jest wyjątkowe i ma swoje ukryte talenty. Szkoła jest po to, aby te talenty w nas odkryć i wskazać nam najlepszą drogę, abyśmy stali się samodzielnymi, pewnymi siebie dorosłymi. Porozmawiamy o innych rzeczach na przerwie, bo Pani już coraz bardziej się denerwuje, że dzieci tylko rozmawiają między sobą, zamiast jej słuchać. Chyba nie chcemy dostać uwagi już pierwszego dnia, co nie?
– Jasne, że nie! – odpowiedział Adaś, skrywając w rękach swój uśmiech. Pierwszy uśmiech tego dnia.

Życzę ci powodzenia w szkole. Pamiętaj, że nerwy to nic złego. Wszystko zacznie mijać, gdy zaprzyjaźnisz się z pierwszą koleżanką czy pierwszym kolegą. 

Napisz w komentarzu, jakie są wasze sposoby na emocje związane z rozpoczęciem szkoły podstawowej lub kolejnego roku szkolnego.

Inne bajki o tej długości przeczytasz tutaj.