To jest bajka, którą będziemy pisać wspólnie. Twój głos ma wpływ na to, co dalej zrobi główny bohater.
Ta historia ma zachęcić dzieci do kreatywnego myślenia, motywować do czytania i pracy nad swoimi słabościami.
Bajka jeszcze nie ma tytułu — stworzymy go razem na koniec opowiadania.
Stworzyliśmy razem na Facebooku (pod hasztagiem #piszemyrazembajke) bohatera, cel, morał i świat.

Będę pisał jeden rozdział w każdym miesiącu (zaczynając od września), a na końcu każdego z nich, bohater stanie przed wyborem/wyzwaniem, które pomożecie mu rozwiązać i pokierujecie w dalszą podróż.

W planach jest 9 rozdziałów, bo tyle ma rok szkolny. Potem ją wspólnie wydamy albo chociaż zrobię z tego ładny e-book.

Zachęcam do komentowania na Facebooku i w komentarzach pod bajką.
Przyjemnej lektury 🙂

 

WSTĘP

W samochodzie panował skwar, a na ulicach wakacyjny gwar. Idealne lato skąpane w słonecznej wannie. Leon jechał z rodzicami na wystawę motyli. Przez dwa lata zebrał pokaźną kolekcję, która teraz ledwo mieściła się w bagażniku ich rodzinnego kombi.

Nagle nastała cisza. Wszyscy znaleźli się do góry nogami niczym kosmonauci w startującej w rakiecie. Dach samochodu dotykał trawnika, a sufit pokrył się szkłem i kolorową kołderką z zasuszonych motyli.

Kierowca jadący z naprzeciwka został oślepiony przez ostre słońce, zjechał na przeciwległy pas i wpadł w bok samochodu, którym podróżował Leon. Na szczęście wszyscy przeżyli.

Nie wszystko jednak było takie samo jak przedtem. Chłopakowi została jedna pamiątka tego feralnego dnia. Pamiątka, przez którą znienawidził największą pasję swojego młodego życia. Motyle.

ROZDZIAŁ 1

Rok po tych wakacjach, feralnym wypadku i rehabilitacji przyszedł czas powrotu do szkoły. Leon, mimo że fizycznie stanął już na dwóch nogach, przestał brać udział w ulubionych zajęciach sportowych. Kiedyś na przerwach w szkole, był duszą towarzystwa, sypał żartami jak z rękawa, a teraz unikał rozmów z rówieśnikami. Jego wyniki w nauce bardzo się pogorszyły.

Leon stał się bardzo opryskliwy i niemiły dla każdego, kto chciał mu pomóc w codziennych obowiązkach. Nadal nie mógł pogodzić się z tym, co się stało w poprzednie wakacje. Koledzy i koleżanki też mu tego nie ułatwiali. Dostał nawet przezwisko Kapitan Hook, co powodowało, że jeszcze bardziej zamykał się w sobie.

Rodzice po wielu rozmowach ze szkolnym psychologiem zaproponowali synowi wyjazd na specjalny obóz przygodowy. Obóz, na którym dzieci poznają nowych przyjaciół i uczą się, jak odkryć swoje talenty i energię do życia. Mimo pewnych ograniczeń.

Leon był średnio nastawiony do tego pomysłu. Nie wiedział czego się tam spodziewać. Martwił się, czy dzieci też będą go przezywać? Czy w ogóle ktoś będzie chciał się kumplować z Kapitanem Hookiem? Czy na obozie również doświadczy litości i sztucznych uśmiechów? Czy będzie umiał poruszać się w nowym otoczeniu?

Co ma zrobić Leon? Jechać na obóz, przeżyć przygodę i odkryć swoje talenty? Czy ma zostać i poszukać wsparcia w szkole?

ROZDZIAŁ 2
 
Dzień przed terminem, kiedy trzeba było potwierdzić wyjazd na obóz, Leon obudził się nagle. Czuł, jakby coś siedziało mu na głowie, ale po przeskanowaniu całego pokoju, nie dostrzegł nawet muchy.
 
Nadal z dziwnym uczuciem na czole wstał i poszedł, do kuchni gdzie o tej godzinie jego rodzice zawsze przygotowywali śniadanie. Usiadł przy dużym drewnianym stole, opierając głowę na łokciach i powiedział leniwie:
 
– No już dobrze. Pojadę na ten durny obóz. Tylko obiecajcie mi, że jak będzie beznadziejnie, to będę mógł do was zadzwonić i od razu przyjedziecie!
– Cieszę się, że podałeś taką decyzję. – powiedziała mama. – Dajmy sobie trzy dni. Wyjazd jest za tydzień w sobotę. Jeśli w kolejny wtorek stwierdzisz, że źle się tam czujesz. Przyjedziemy po ciebie, dobrze?
– Może być. – odburknął Leon i zabrał się za jedzenie tosta z domowym dżemem truskawkowym.
 
Tydzień minął szybko. Kilka dostatecznych sprawdzianów, kilka stłuczeń na starej nodze i kilka wyzwisk. Leon był ogólnie w miarę zadowolony. Kilka to przecież nie kilkanaście albo kilkadziesiąt. Miał wrażenie, że im mniej zwraca uwagę, kiedy dzieci go przezywają, tym szybciej im się to nudzi. Może kiedyś w ogóle przestaną?
 
W dzień wyjazdu również obudziło Leona dziwne uczucie, że coś lub ktoś siedzi na jego czole. Zanim otworzył oczy, wyciągnął spod kołdry rękę, tak cicho, jak tylko potrafił i z ekstremalną szybkością uderzył się w czoło. Szybko wstał i podszedł do lutra, aby zobaczyć, co upolował.
 
Niestety poza dużym, wiśniowym śladem jego własnej ręki znów nie znalazł tam niczego. Tylko kątem oka zobaczył w lustrze jakiś rozbłysk światła wylatujący przez okno, ale uznał to jedynie za poranną zabawę słońca z szybą.
 
Umył zęby, ubrał się i z przygotowanym dzień wcześniej plecakiem, powlókł się na śniadanie.
Mama już tam czekała, aby dodać mu otuchy, a tata przed domem sprawdzał samochód przed wyjazdem.
 
– Chyba nie chcecie mnie zawieźć na obóz samochodem? – zapytał zmartwiony Leon, patrząc się w okno skierowane na przedni ogródek.
– Skarbie wiem, że po tym, co się stało, nie lubisz samochodów. Przez rok nie proponowaliśmy ci takich podróży, ale teraz to najszybszy i najłatwiejszy środek transportu. Do obozu jest ponad dwieście kilometrów. Dzięki temu, że pojedziesz samochodem, będziesz tam pierwszy i starczy ci czasu, aby poznać otoczenie, wychowawców i wybrać ulubione łóżko. Tak jak lubisz.
– Wolę jechać pociągiem albo pekaesem. – odpowiedział Leon, krzyżując ręce nad brzuchem.
– Kochanie, pociąg jest ciekawą alternatywą, tylko jedzie aż sześć godzin. Będziecie musieli się raz przesiąść. O kulach ciężko się poruszać w jadącym wagonie o ciasnych korytarzach, a do tego dojedziecie dopiero na wieczór. Wszystkie dzieci będą już miały przydzielone miejsca, a ty będziesz jako jeden z ostatnich. Wiem dobrze, jak bardzo nie lubisz po wypadku, gdy wchodzisz do pomieszczenia, a wszyscy się na ciebie gapią.
– Nie pakujcie mi żadnych kul. Nie będę chodził jak jakiś niepełnosprawny. Widzisz przecież, że już dobrze sobie radzę! A jak znowu będziemy mieli wypadek, jadąc samochodem? – Znów jest słoneczny dzień, dokładnie tak jak rok temu! – tym razem Leon opuścił ręce, a małe słone kropelki zaczęły spadać na parkiet z jego oczu.
 
 
Co ma zrobić Leon?
 
Przełamać strach, pojechać samochodem i przybyć na miejsce komfortowo, jako jeden z pierwszych?
 
CZY
 
Wybrać podróż pociągiem, która nie wywołuje u niego dreszczy, ale prawdopodobnie spowoduje, że wszyscy będą się na niego patrzeć, jak przyjedzie ostatni?

 

Głosujemy do końca października w komentarzach pod bajką lub na Facebooku pod najnowszym postem z hasztagiem #piszemyrazembajke.