emocje

Odbyłem ostatnio emocjonalną rozmowę z bliskim członkiem rodziny. Bliskim bardziej przez więzy krwi niż relacje pomiędzy nami. Do rzeczy.
Myślałem, że to będzie konkretna rozmowa. Problem-rozwiązanie. Argument kontra argument. Trochę spraw i emocji przez lata się nazbierało.
Niestety zamiast konkretów były to „gorzkie żale”. Godzina wypominania sobie wszystkich złych rzeczy. Brak rozmowy o rozwiązaniach. Negowanie emocji.

Najpierw słuchałem cierpliwie drugiej strony. Potem już nie wytrzymałem. Płakałem, trzasłem się, krzyczałem. Emocje były tak silne, że sam siebie nie poznawałem. Jestem znany z cierpliwości mnicha buddyjskiego. Nawet szef nigdy nie wyprowadził mnie tak z równowagi niż ta jedna rozmowa o emocjach. Trudna rozmowa.

Facetem jestem, wiem. Nie powinienem płakać. Przynajmniej tak mówiono mi w dzieciństwie. Powinienem umieć kontrolować emocje. Przecież nie jestem już dzieckiem.

Z drugiej strony ja lubię łamać stereotypy. Często chodzę pod prąd i robię rzeczy, które ludzie uważają za „dziwne” albo „nietypowe”. Poza tym byłem u siebie. Rozmawialiśmy w cztery oczy. Zasłony przed sąsiadami były zasłonięte. Mówię sobie „a co mi szkodzi”. Pocisnąłem. Ten jeden raz w życiu pozwoliłem sobie na rezygnację z hamulców. Otworzyłem się na maksa. Musiałem. Taka sytuacja mogła już się później nie powtórzyć.

Wtedy, w ten jeden wieczór, w godzinę odczułem na własnej skórze, jak może się czuć dziecko, nawet dorosły człowiek, gdy jego emocje są negowane. Gdy druga strona, jak my mówimy dokładnie, co czujemy, odpowiada słowami w stylu „nie przesadzaj”, „przecież to nie boli tak, jak mówisz”, „na pewno nie było tak źle”, „gadasz głupoty (czyt. na pewno czujesz co innego, niż mówisz)”.

Czasami czuję, że słuchanie ze zrozumieniem, empatia i umiejętność współodczuwania to w dzisiejszych czasach „super moce”, jakie w bajkach posiadają tylko super bohaterowie, a nie zwykli śmiertelnicy.

Niestety nie doszliśmy do porozumienia. Na drugi dzień, gdy emocje opadły, kompletnie nic się nie zmieniło między nami. Ciśnienie uleciało, ale przez negowanie emocji, które powodowały tylko większą frustrację i nerwy podczas rozmowy, nie wyjaśniliśmy istoty skrywanego przez lata problemu. Okazja przepadła. Może na zawsze.

Wiecie, co dobrego wynikło z tego mojego niekontrolowanego wybuchu emocji?

Ulżyło mi! Mimo że moje emocje były negowane przez drugą osobę, wyrzuciłem z siebie (chyba pierwszy raz w życiu) wszystkie swoje smutki, żale i skrywane przez lata emocje. Byłem w końcu spokojny na duszy, bo powiedziałem, co naprawdę czuję. Bez hipokryzji.

Przykro mi, że nic nie udało się wyjaśnić i poprawić relacji, ale na prawdę mi ulżyło.

Wiesz, czego jeszcze się dzięki temu nauczyłem?

Spojrzałem z boku na to, jak często dzieci próbują przez krzyk czy łzy wyrzucić z siebie emocje. Jak ja to robiłem, będąc dzieckiem i jak to robią moje dzieci. Porównałem też, jak reakcja rodzica na te zachowania wpływa na późniejsze relacje z dzieckiem i jego radzenie sobie z emocjami w późniejszym życiu.

Doszedłem do wniosku, że lepiej pozwolić, aby dziecko wyrzuciło z siebie buzujące w nim emocje, jak parowiec wyrzuca parę z komina, aby dalej sprawnie się poruszać.

Często nie mamy na to siły po długim dniu pracy. Uszy nam pękają od płaczu i wrzasków. Nie wiemy jak sobie radzić z tak ekspresyjnym wyrażaniem emocji.

Widzę jednak po własnych dzieciach, że gdy pozwolę synom, aby emocjonalna para z nich zeszła, a potem o tym porozmawiamy, mamy o wiele lepsze relacje. Lepsze niż gdybym czekał trzydzieści lat, aby z dzieckiem o jego emocjach szczerze porozmawiać. Wedy para mogłaby rozsadzić nasze emocjonalne piece i sprawić, że rodzinny parowiec nie nadawał by się już do dalszej drogi.

Dbajcie o regulację ciśnienia i pary w waszych emocjonalnych piecach. Rozmawiajcie razem często o waszych wewnętrznych problemach i trudnych sprawach, tak jak rozmawia kapitan z pierwszym oficerem o niezbędnych naprawach statku.

Płyńcie przez życie nawet na małej, wielokrotnie naprawianej i łatanej, ale szczerej, prawdziwej i solidnej barce, niż na błyszczącym z zewnątrz, łatanym słomą i malowanym ciągle nową farbą ekskluzywnym jachcie, który podczas sztormu rozpadnie się w drobny mak od uderzenia pierwszej silnej fali.

Emocje są jak para na statku. Muszą znaleźć ujście.

Do przemyślenia.

 

A jak Ty radzisz sobie z emocjami? Negujesz czy rozmawiasz? Jak uczysz swoje dziecko radzenia sobie z nimi? Skomentuj. Powiedz mi co myślisz.

Podobne posty znajdziesz tutaj.