dzieci i baterie

Co mają wspólnego baterie Duracell, tornado i basen? Zaraz Ci to wytłumaczę 
Wyobraź sobie, że jest sobotni poranek. Wyciągasz się niedbale na łóżku. Wstajesz. Idziesz nie spiesznie do kuchni. Wstawiasz mleko w małym, teflonowym garnuszku na ulubione, smakowite kornflejksy albo inne ciniminis czy zdrowy owies z miodem i malinami

Wyglądasz przez okno. Dzień zapowiada się przepięknie. Słońce właśnie obudziło do życia beżowego skowronka, który zaczął gwizdać z cicha What a beautiful world Louisa Armstronga. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest to twoja ulubiona melodia na dobry humor.

Gdy mleko zaczyna pukać w przezroczystą, szklaną pokrywkę, a ekspres do kawy wydzielać przyjemny, pobudzający aromat, myślisz sobie, że takie poranki kochasz najbardziej.

Nagle słyszysz jakiś łomot. Przeraźliwy huk.

Drzewa zaczynają kłaniać się jesiennemu trawnikowi, a skowronek skrył się w swym skromnym gniazdku. To nie był dźwięk mielonych ziarenek kawy. To nie pokrywka od mleka, które właśnie wykipiało. To coś znacznie większego. Gdy przystawiasz głowę do drzwi, już słyszysz to wyraźnie. To twister. Wielki huragan, który zaraz opanuje cały twój dom.

Otwierasz delikatnie drzwi, a on wpada do środka. Zaraz za nim drugi, jeszcze większy. Złożone równo pranie rozwiało się po salonie. Plastikowe talerze przemieszczają się niczym ufo. Krowa, dwie żaby i nakręcany piesek właśnie przeleciały Ci przed nosem. Jeśli pamiętasz kultowy film Twister z Helen Hunt, to dobrze wiesz, co mam na myśli.

No cóż — wzdychasz kolejny raz cierpliwie. Dopijasz nie pierwszą już w swym życiu zimną kawę, bierzesz do ust dwie łyżki rozciapanych płatków i wstawiasz toster z nadzieją, że chociaż dżem truskawkowy pozwoli trochę uspokoić te prywatne, domowe tornada, twoje latorośle i kopie dna.

Taka mniej więcej minęła moja ostatnia sobota. Przypomniało mi to jedną reklamę baterii Duracell z 2008 roku.

Taką z króliczkami, pamiętasz? Jak nie to wpisz w Google „Duracell reklama 2008″, a na pewno się pojawi.

Uświadomiłem sobie wtedy, że dzieci tak naprawdę się nie męczą, one się wyładowują-jak baterie. I tak samo jest z odpoczynkiem. One się nie relaksują, one ładują akumulatory, aby wywołać kolejny twister.

Ciężko mi to było opanować w małym mieszkaniu, podczas pory deszczowej i z mrokiem za oknem już od godziny 16:03.

Próbowałem spacerów, biegania, jazdy na rowerze, grania w piłkę. Nic. To tylko delikatnie osłabiało moje dwa Duracelle, ale ich nie wyczerpywało. Za to moja zwykła bateria stawała się coraz słabsza.

Aż w końcu znalazłem sposób i rozwiązanie!
Rozwiązanie okazało się banalnie proste.

Jak myślisz, co to było?

Gdzie baterie tracą swoje energetyczne właściwości?

W wodzie.

Zaciągnąłem moje małe paluszki na basen. Dwie godziny pluskania w wodzie wyciągnęło energię z moich twisterów skuteczniej niż maraton lub inny triatlon. Gdy wróciliśmy do domu, miałem wrażenie, że przez przypadek wyciągnąłem z wody inne modele, tak chłopacy zrobili się spokojni w porównaniu do energicznego poranka. Ta forma aktywności fizycznej działa na naszą rodzinę najlepiej 😂😎

Ja już znalazłem mój sposób na domowe tornado, na moje dzieci, a Ty jaki stosujesz?

PS. Jeśli kiedyś wpadniesz na pomysł generowania prądu z dzieci w humanitarny i nieszkodliwy dla nich sposób, to od razu inwestuję w jego rozwój i patent wszystkie oszczędności. To byłby hit!

Po więcej wpisów tego typu zapraszam w każdą środę na bajkowego Facebooka lub tutaj.