halloween

 

Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie duch!
Co, nie wierzysz w duchy? Ok.
To wyobraź sobie, że leżysz w grobie. Też nic? Żadnych emocji?
To wyobraź sobie to, co siedzi w Tobie głęboko, to co ukryło się w Twojej podświadomości od dzieciństwa.

Co to będzie?

Boisz się pająków? Baby Jagi, potworów w szafie, że zaraz w lustrze pojawi się jakaś zmasakrowana twarz? Może idąc przez pole kukurydzy latem, wypatrujesz skradającego się stracha na wróble?

Nie ważne co to jest, każdy z nas ma jakieś straszne wspomnienie z dzieciństwa, które towarzyszy mu całe życie. Jedni lepiej sobie poradzili z tymi emocjami w dorosłym życiu, a inni będą pewne obrazy i wydarzenia pamiętać do końca życia.

Mam 33 lata i dotąd pamiętam scenę z jednego horroru. Wybraliśmy się na niego w wieku 9 lat z kolegami. Film był od lat 16, ale udało nam się dogadać ze znajomym bileterem w kinie. Wpuścił nas za 20zl (plus cena biletu — to był majątek dla nas wtedy). 99% filmu spędziliśmy na śmiechach i robieniu dowcipów z każdej strasznej sceny.

Do czasu, gdy wszystkim skończyły się żarty, szeleszczenie chipsów ustało, poza nami nie było w kinie prawie żywej duszy i zrobiła się grobowa cisza, a wtedy…BUM! Wpatrzony w skupieniu w ekran zobaczyłem jak główny bohater filmu, podnosi głowę, żeby przejrzeć się w lustrze nad umywalką a tam….

A tam najstraszniejsza twarz zmasakrowanego stwora, która przetrwała w mojej pamięci ponad 20 lat. Mama do tej pory nic nie wie o tej wycieczce do kina a ja, mimo że wiele horrorów widziałem od tamtego czasu, nadal niepewnie się czuję w łazience, gdy za mną drzwi pozostaną uchylone. Zamykam je zawsze bardzo dokładnie, nawet o tym nie myśląc świadomie. Taki nawyk z dzieciństwa.

Dzieci w swoim życiu i tak naoglądają się okropieństw i przestraszą się do kości nie jeden raz. Jednak jeśli już w wieku 2 i 6 lat moje dzieci mówią mi, że nie podobają im się stroje Helołinowe i że się boją tych wszystkich ustrojonych pajęczyną oraz strasznymi dyniami domów, to dla kilku kolorowych cukierków nie będę dzieci zmuszał do ‚zabawy’ i przebieranek.

Przed urodzeniem dzieci również nie obchodziłem Helołin. Nie dlatego, że to ‚nie jest polskie święto ‚. Po prostu mnie to nie kręci. Na szczęście z żoną mamy takie samo zdanie na ten temat. Dla mnie to nie jest zabawa chodzić umorusany sztuczną krwią, przebrany za kościotrupa czy z niby uciętą kończyną. Może sztywniak ze mnie. Może już nie umiem się tak bawić, jak kiedyś. Może po prostu nie lubię sztucznie wywoływać u siebie uczucia strachu. Wystarczy, że samo życie bywa czasem przerażające.

Po co sobie dokładać do emocjonalnego pieca!? Na pewno nie będę dokładał strachu w serca moich dzieci. Może choć trochę uchronię je dzięki temu przed wspomnieniami, które sam sobie stworzyłem, przez własną głupotę, w dzieciństwie.

Każdy reaguje inaczej. Każdy ma też inna wrażliwość. Jeśli Was to bawi, to idźcie, przebierajcie się. Załóżcie sobie poucinane kończyny, wysmarujcie się keczupem, latajcie na miotłach. Serio!

Nie mówię, że to jest niedozwolone czy że będziecie potępieni, jak wyżłobicie razem w domu dynię. Z dyni sami uwielbiamy przygotowywać zupę i wydłubywać ciekawe, uśmiechnięte kształty.

Ty i twoje dziecko zrobicie co dla Was najlepsze oczywiście. Zabawy nigdy dość. Jeśli Was to ‚święto’ bawi, to życzę Wam przerażającego wieczoru. Może nawet spotkacie na żywo jakiegoś prawdziwego ducha?! Jeśli tak, to wklejcie z nim selfie komentarzu. Najlepsze otrzyma moją najnowszą książkę w wersji drukowanej! Obiecuję.

Tym postem odpowiadam tylko na pytania, które niedługo się pojawią.

Dlaczego jeden dzień w roku, nie otwieram dzieciom drzwi!?

Właśnie dlatego!