(0-7 lat) Zabawna historia Stefanka, który umiał przechodzić przez ściany.

AUDIOBOOK

 

Szkoła podstawowa, lekcja matematyki. Pan Nauczyciel męczy biała kredę wycierając ją o czarną, zużytą już tablicę, wykorzystując ją do zapisania kolejnych zadań z dodawania i odejmowania. Po zapisaniu kilku zadań, Brodacz – bo tak uczniowie przezywają nauczyciela – zaczął swoją codzienną tradycję wołania uczniów to tablicy.

– No, robaczki, kto dzisiaj się zgłasza na ochotnika, aby rozwiązać kilka prostych zadań hmm??
Jak podczas zapisywania zadań, kiedy nauczyciel stał do uczniów tyłem, panował rozgardiasz i ogólnie zabawowa atmosfera, tak po tym pytaniu nastąpiła cisza jak makiem zasiał. Wszyscy starali się patrzeć wszędzie, tylko nie w oczy Brodacza, bo mogło to spowodować wybranie do rozwiązywania zadań. Nauczyciel był sprawiedliwy i zawsze starał się wybierać kogoś innego. W tym tygodniu, byli już jednak wszyscy pytani, prócz Adasia, który siedział w pierwszej ławce – którą nauczyciel już ominął przechadzając się po klasie – oraz Stefanka, który zwykle siedział w ostatnie ławce z Markiem, ale nie był zainteresowany matematyką i wpatrywał się w okno. Uwielbiał on, wyobrażać sobie, że wychodzi z klasy przez okno i przeżywa super przygody. Raz nawet zdarzyło mu się zasnąć na lekcji i Marek musiał go budzić, żeby nauczyciel się nie zorientował.
– Stefanek, podobno jesteś chętny do rozwiązania kilku zadań? – zaczął nauczyciel
Stefanek, jak zwykle, marzył o kolejnej przygodzie za oknem i w ogóle nie słyszał Brodacza.
– Stefan? Stefanek, pobudka!
– Ale o co chodzi? – odwrócił się, w stronę Pana od matematyki, trochę zagubiony Stefan.
– Zapraszam do Tablicy, kolego, teraz Twoja kolej. – odpowiedział nauczyciel.
Stefanek, niechętnie podniósł się z krzesła i powolnym krokiem udał się do tablicy. Droga wydawała się baardzo długa, choć w rzeczywistości to tylko kilka metrów. Wydawało się mu, że cały dzień idzie na przód klasy. Kiedy w końcu dotarł na miejsce, wziął do ręki, biała jak śnieg, kredę i zaczął zastanawiać się nad rozwiązaniem pierwszego zadania.

Matematyka, była ostatnią lekcją i zaraz po niej mama Stefana obiecała mu, że pójdą na osiedlowy ryneczek, żeby kupić kilka rzeczy do ubrania i na obiad. Mama nie lubiła dużych galerii handlowych, bo zawsze panował tam ścisk i tłum ludzi przetaczał się w jedną i drugą stronę, od rana do wieczora, a znalezienie miejsca na podziemnym parkingu graniczyło z cudem. Dodatkowo, na bazarku można dostać lepszej jakości warzywa i mięso od lokalnych producentów, jak twierdzi mama. Jest tam też jeden stragan, prowadzony przez Panią Stenię, która sprzedaje nietypowe kapcie. Nie można ich kupić nigdzie indziej, a akurat Stefankowi potrzeba wymienić jego stare, znoszone z delfinkami.

Gdy dotarli na miejsce – pieszo, bo było to kilka minut drogi od szkoły – Stefanek od razu przypomniał sobie o Pani Steni i namówił mamę, aby najpierw poszli po nowe kapcie.
– Ty, idź kochanie pierwszy, obejrzyj dokładnie wszystkie modele i zdecyduj, który najbardziej Ci się podoba, a ja po drodze kupię co nam jest potrzebne na obiad. – powiedziała mama. Stefanek pobiegł ile sił w nogach. Ku jego zdziwieniu dzisiaj na tym sraganie sprzedawał Pan o imieniu Ariel.
– Dzień dobry Panu. Gdzie Pani stenia? – zagadał do sprzedawcy Stefanek
– Dzień dobry koleżko. Pani Stenia musiała dzisiaj wziąć wolne żeby iśc do lekarza, ale jutro wróci. Widzę, ze szukasz nowych kapci. Dobrze trafiłeś. Mamy tu największy wybór w mieście. Niektórych modeli nigdzie indziej nie dostaniesz. – odpowiedział sprzedawca
– Tak proszę Pana, szukam. Moje już mają dziury, zamiast rysunku delfinków i spadają mi z nóg. Na razie tylko pooglądam, a jak mamusia przyjdzie, to zdecyduję, które chcemy kupić.
Po kilku minutach do straganu z kapciami podchodzi mama, niosąc dwie duże torby wypełnione kurczakiem, warzywami i kilkoma drożdżówkami na deser.
– Wybrałeś już coś synku? – zapytała mama
– Nie mogę się zdecydować. Za duży wybór. – odpowiedział Stefanek.
– Jeśli mogę coś doradzić – przerwał sprzedawca – mam tutaj jeden wyjątkowy model, który powinien Ci się spodobać. Wyprodukowano tylko jedną taką parę. Podobno ma ona jakieś specjalne właściwości. Jeśli się nie mylę to chyba akurat Twój rozmiar.
Stefanek obejrzał zaproponowane mu kapcie. Były czarne, w srebrno-złote gwiazdki z rysunkiem chłopca w stroju czarodzieja z przodu. Spodobały mu się od razu i faktycznie był to jego rozmiar. Pasowały idealnie, jakby szyte na miarę.
– Dziękuję za propozycję, pasują bardzo dobrze, ile płacę – zapytał Stefanek.
– To jest wyjątkowy model, nie pasowały na stopy żadnego innego dziecka, a wiele razy już były przymierzane. Jeśli dobrze Ci leżą, i podobają Ci się, nie wezmę za nie ani grosza. – odpowiedział Pan Ariel.
Mama bardzo się ucieszyła, bo po zrobionych na obiad zakupach miała już tylko kilka złotych w portfelu. Zapakowali kapcie, pożegnali się z przemiłym sprzedawcą i udali się do domu.

Stefanek zanim się zorientował, był już czas spania. Wykąpał się, przebrał w piżamkę, ustawił nowe kapcie koło łóżka i położył się spać. W środku nocy obudziła go chęć pójścia do toalety. Nie otwierał oczu do końca, bo znał drogę na pamięć. Nałożył nowe kapcie i ruszył przed siebie. Żeby dojść do łazienki w linii prostej musiałby przejść przez ścianę – co jest przecież nie możliwe – a tak musi przejść trzy kroki w prawo, pięć kroków prosto, przejść przez drzwi, obrócić się w lewo i przejść kolejne trzy kroki przed siebie aż dotrze na miejsce. Stefanek pomimo, że chodził tą drogą codziennie, zdziwił się, że dzisiaj poszło mu jakoś tak szybciej. Zanim się zorientował był już z powrotem w łóżku.Następnego ranka, znów obudził go pełny pęcherz. Tym razem jednak otworzył szeroko czy, bo i tak musiał się dobudzić zanim pójdzie do szkoły. Ubrał kapcie, wstał i chciał udać się do łazienki – drogą jaką dobrze znał – jednak jego kapcie zaczęły zmuszać go do wybrania innego kierunku. Kierowały jego nogi prosto na ścianę – dokładnie za którą była łazienka. Stefanek próbował zmienić kierunek ale bez skutku. Był już tak blisko ściany, że zaraz uderzyłby w nią głową. Kapcie dalej parły na przód. Stefan zakrył oczy rękoma, żeby uchronić głowę przed uderzeniem. Nogi przesunęły się o kolejne dwa kroki i normalnie już zderzyłby się ze ścianą. Odsłonił oczy i….zauważył, że jest już w łazience. Nie wiedział co się stało. Przypomniał sobie jedynie, słowa Pana Ariela, że ten model kapci ma jakieś specjalne właściwości, jednak nie był w stanie wytłumaczyć jakie.
– To może o to chodzi, może te kapcie, tego który je nosi, umieją przenosić przez ściany?! – pomyślał Stefanek. Wypróbuję je w szkole, bo mama woła mnie już na śniadanie. Zszedł  więc do kuchni ale nic nie powiedział mamie o tym co zaszło przed chwilą. Musiał się upewnić co do działania kapci.

Lekcja matematyki. Brodacz ponownie pisze nowe zadania na tablicy. Kiedy nikt nie zwracał na Stefanka uwagi, założył on kapcie schowane w plecaku, zamknął oczy, pomyślał, że chciałby przejść przez ścianę obok niego i znaleźć się w parku obok szkoły. Zasłonił głowę rękoma jak w nocy i zaczął się przemieszczać. Po chwili znalazł się na trawniku, pod oknem do klasy, w której przed chwilą siedział. Nie mógł uwierzyć w to co się właśnie stało.
– Muszę szybko wracać, żeby nikt się nie zorientował. Teraz codziennie na nudnych lekcjach będę wychodził się pobawić zamiast przepisywać nudne zadania z tablicy. Muszę też podziękować Panu Arielowi na bazarku, że wybrał dla mnie kapcie o tak wspaniałych właściwościach. – pomyślał Stefanek. Wrócił na swoje miejsce, w ostatniej ławce w klasie, koło kolegi Marka, który właśnie uciął sobie drzemkę i nawet nie zauważył zniknięcia kolegi. Schował kapcie do plecaka i przez resztę lekcji udawał, że przepisuje zadania z tablicy do swojego zeszytu. Po chwili jednak, wolał zamknąć oczy i wyobrażać sobie przez jakie jeszcze ściany będzie mógł przechodzić. Stefanek, niestety dużo czasu na marzenia nie miał. bo zaraz usłyszał, że ktoś woła go po imieniu:
– Stefan? Stefanek, pobudka!
– Zapraszam do Tablicy, kolego, teraz Twoja kolej. – powiedział nauczyciel.
Chłopiec otworzył oczy i…stwierdził, że zasnął. Nie wiedział też, czy specjalne właściwości jego kapci tylko mu się śniły, czy to była prawda. Sprawdził w plecaku czy kapcie dalej tam są…ale ku jemu zaskoczeniu, nie było ich tam gdzie je włożył kilka minut temu. Poszedł jednak grzecznie do tablicy, bo Pan nauczyciel już się denerwował, ale miał wrażenie, że już widział gdzieś to zadanie.

Lekcje się skończyły, a mama  Stefka czekała przed szkołą. Stefanek, był tym wszystkim bardzo skołowany. Tym bardziej, że dzisiaj nie mięli z mamą żadnych planów i miał wrócić do domu z kolegą.
– Miło Cię widzieć synku. Idziemy na bazarek kupić Ci nowe kapcie? – zapytała mama.
– Przecież wczoraj byliśmy? – odpowiedział Stefanek
– Żartujesz? Chyba się dzisiaj nie wyspałeś kochanie. Chodź. Pani Stenia na pewno ma jeszcze jakieś ładne kapcie dla Ciebie.
– Jaka znów Pani Stenia, przecież kapcie sprzedawał wczoraj Pan Ariel?
– Synku, dziwnie się zachowujesz. Chodźmy już, świeże powietrze na pewno dobrze Ci zrobi.
Na bazarku Stefanek od razu poleciał do stoiska z kapciami. Faktycznie była tam dobrze mu znana Pani Stenia.
– Dzień dobry Pani. Czy zastępował Panią wczoraj Pan Ariel, bo musiała Pani iść do lekarza? Czy miała Pani na sprzedaż czarne kapcie w gwiazdki z czarodziejem z przodu? – Stefanek wyrzucił siebie pytania w ekspresowym tempie.
– Ariel, hmm, nie znam nikogo o takim imieniu, przykro mi. Zdrowie też mi dopisuje więc nie mam potrzeby chodzić do lekarza. Kapcie, natomiast mam tylko takie jak widzisz. Niestety nie posiadam takich jak opisałeś, przykro mi. Czy wszystko u Ciebie w porządku? – odpowiedziała s przedawczyni. Stefanek dopiero wtedy zrozumiał, że wszystkie wydarzenia z wczorajszej nocy i dzisiejszego poranka, były tylko jednym z jego sennych marzeń, w które zdarza mu się wpadać na lekcji matematyki. Wybrał inne kapcie w swoim rozmiarze, już niestety bez specjalych właściwości i udali się z mamą do domu, aby zrobić obiad.

Podaj dalej
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPrint this page

no replies

Leave your comment