Książki wydawnictwa Scholastic przyleciały do mnie same. Dosłownie. Kilka dni temu, zapukał do mych niebieskich drzwi Pan listonosz i przekazał mi dużą, białą, bąbelkową kopertę. Otworzyłem przesyłkę od razu, jak dziecko otwierające pierwszy prezent pod choinką. Znalazłem tam trzy książki dla dzieci do nauki angielskiego. Czy ja zapomniałem o jakimś zamówieniu? Czy moje dzieci odgadły hasło do płatności internetowych? Czy w moim wieku zaczyna do mózgu wdzierać się skleroza? – pomyślałem w duchu. Uderzony w twarz otrzeźwiającym przeczuciem, odłożyłem na chwilę książki i sprawdziłem wiadomości na laptopie. Okazało się, że to jednak nie Święty Mikołaj na Wielkanoc, ani skleroza (na szczęście), ani własne dzieci posiadające kody do karty płatniczej. Księgarnia English Book Club. poprosiła mnie o recenzję kilku ich książek dla dzieci, do nauki języka angielskiego. Widząc zachęcające okładki, na które rzucił się już mój dwulatek, w trakcie gdy ja martwiłem się sklerozą i sprawdzałem wiadomości , zgodziłem się.

Wydawnictwo Scholastic wywodzi się z USA. Ich misją jest pomoc dzieciom w nauce czytania, już od najmłodszych lat, a do tego wywołanie u nich szczerej miłości do książek. Uważają, że znalezienie odpowiedniej książki w odpowiednim czasie, wywoła w dziecku emocjonalną iskrę, która zmotywuje je do częstszej lektury, poprawi rozumienie czytanego tekstu oraz sprawi, że ta czynność będzie napełniała dzieci szczęściem i radością. A gdy to się stanie, cały świat stanie przed nimi otworem.

Książka „Starsza Pani…(The Old lady…)” opowiada krótką historyjkę, pewnej kobiety w podeszłym wieku, która przez przypadek, połknęła muchę. Potem, żeby pozbyć się jej z brzucha, musiała połknąć kilka innych, coraz większych zwierząt, co skończyło się dla niej w bardzo zabawny i zaskakujący sposób.

 

Dwa pozostałe tytuły: „First 100 words”(Pierwsze 100 słów) oraz „First 100 things that go”(Pierwsze 100 pojazdów) nie skrywają w sobie żadnej historyjki. Są jednak niezastąpioną bazą słówek, kolorowych ilustracji, obrazków do odsłaniania i elementów sensorycznych,  w solidnej, twardej, lekkiej oprawie.

Historia o babci jest jak przekąska „na ząb” albo na mały głodek. Nie zajmie dziecka na długo, ale jest na tyle prosta, że z czytaniem tekstu poradzi sobie nawet sześciolatek, który dopiero zaczyna łączyć polskie słowa. Solidna, twarda oprawa powoduje, że ta pozycja nadaje się również do oglądania przez młodszych czytelników. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to niektóre ilustracje. Opinie moich dzieci, były bardzo pozytywne, jednak jako trochę przewrażliwiony ojciec uważam, że u bardziej wrażliwych dzieci, niektóre obrazki mogą wywołać niepokój i przerażenie. Ale na szczęście tylko niektóre. Cała reszta książki jest bardzo kolorowa i zachęca do przewracania kolejnych stron.

Podobno, wystarczy nauczyć się jedynie tysiąc słów w danym języku obcym, aby móc się porozumieć na poziomie podstawowym. Czy to dużo czy mało, oceńcie sami. Na pewno na poznanie tylu słów potrzeba będzie czasu. Założę się jednak, że korzystając w trakcie zabawy z książek typu „First 100…”, twoje dziecko pozna i utrwali sobie zawarte tam słówka dużo szybciej niż przez nudne, mozolne, klasyczne zapamiętywanie schematu typu SŁÓWKO-TŁUMACZENIE, słówko-tłumaczenie…i tak do tysiąca, albo i dłużej.  Tak jak mój, nie umiejący jeszcze czytać, dwulatek, który widząc te książki, dosłownie, wyrwał mi je z rąk i zaczął odsłaniać kolejne obrazki powtarzając za mną napisany pod nimi tekst, jednocześnie bawiąc się sensorycznymi dodatkami, które również zostały tam idealnie wpasowane.

Podsumowując. Książki mają duży, edukacyjny potencjał. Potrafią zainteresować dziecko już od pierwszego roku życia. Są kolorowe, poręczne, lekkie – mimo twardej prawy; i solidnie wykonane. Idealne dla dzieci jako książkowa szybka i zdrowa przekąska do zabrania na spacer, jazdę samochodem, zakupy czy lot samolotem. Polecam.