(0-7 lat) Historia z dziejów Wróżki Zębuszki. Pierwsze opowiadanie dla dzieci z serii krótkich bajek motywacyjnych. Bajka motywująca dziecko do wiary we własne siły i marzenia. Czytanka ukazuje sytuacje, z którymi dziecko może spotkać się w codziennym życiu. Opowiadanie daje dziecku do myślenia i motywuje je do działania, aby miało odwagę walczyć o swoje przekonania.

wróżki

          Biały, mleczny ząbek leżał wygodnie na kremowym, bawełnianym prześcieradle. Przykryty dokładnie przez białowłosą dziewczynkę, białą poduszką z poszewką w skrzydlate księżniczki o różowych skrzydełkach. Julia specjalnie wybrała taką poszewkę na dzisiejszą noc. Ta noc będzie magiczna. Tylko zaraz, zaraz. Od kiedy małe, białe mleczne zęby śpią razem z dziećmi w łóżku?! O tym opowiem Wam później…

***

          Tymczasem, kilometr dalej, na rozdrożu leśnych ścieżek, słychać było niewyraźne dźwięki.

          – Na lewo las, na prawo las, a stara wróżka zagubiła się po pas — śpiewała skrzydlata, drobna postać — Gdybym nie zużyła reszty magicznego proszku na kupno tych paskudnych krasnali ogrodowych, od przydrożnego liska handlarza. Mogłabym teraz wysłać wiadomość do centrali a tak…. Od początku, te chytre oczy wydały mi się podejrzane. Tak pięknie przekonywał, takie rabaty dawał, że trudno było odmówić. Na koniec, jeszcze darmową dostawę pod sam domek, na szczycie dębu, zaoferował. Stara ja i głupia, eh. Przecież taki jeden krasnal, nie dość, że całą dziuplę zajmie, to gdzie ja postawię pozostałych dwanaście?!

          Lisek jak tylko w łapki dostał sakwę z magicznym proszkiem, ulotnił się szybko niczym wata cukrowa w rękach trzyletniego dziecka. Nawet o adres dostawy nie zapytał. Pewnie tych krasnali nawet nie zobaczę, więc nie ma się co dodatkowo zamartwiać. Żebym to ja tylko przypomniała sobie drogę do naszej wioski. Cala torba mlecznych zębów nie może się zmarnować. Już tylko piętnaście godzin zostało do czasu, aż ich magiczne właściwości się przeterminują i zostanie z nich tylko szkliwo.

***

           W Centrali Wróżek był ruch jak w mrowisku. Nikt jednak nie zderzał się ze sobą ani nie powodował wypadków. Cały system był płynny jak na najbardziej zaawansowanej autostradzie. Wszyscy znali swoje zadania. Nikt się nie wywyższał. Nikt nie próbował wykonywać pracy nie zgodnie z ustalonymi od wieków zasadami. Nikt też nie próbował zmienić panującej tu hierarchii i organizacji pracy. Planowanie zawodu każdego, magicznego mieszkańca tej krainy, zaczynało się zaraz po urodzeniu. Gdy mała wróżka wychodziła z brzuszka mamy, przychodził do jej domu Wróż Nadzorca. Z wielkiej teczki, wykonanej z ogromnych liści bananowca, wyciągał ogromną, skórzaną Księgę Zawodów. Otwierał ją z delikatnością motyla, po czym zakładał na swój mały, ziemniaczany nosek, okrągłe okulary na bambusowych oprawkach. Swoim spiczastym palcem, zmieniał strony, aż dotarł do działu Zapotrzebowanie.

          Sprawdzał tam z wielką skrupulatnością, ile wróżek odejdzie za pięć lat na emeryturę i jakie działy potrzebują pilnie rąk do pracy. Dlaczego za pięć lat zapytacie? Tak to już działało się w społeczeństwie wróżek. Przez pierwsze pięć lat, młode wróżki miały czas, aby nauczyć się podstawowych umiejętności magicznych. Latania, zakradania się i najważniejszych – czytania i pisania. Następnie zostały przydzielane, przez Wróża Nadzorcę, do pracy i zostawały tam na następnych tysiąc lat. Nikt później nie pytał wróżek czy praca im odpowiada. Czy to jest to, co chcą robić do emerytury? Czy mają jakieś prywatne, czy zawodowe marzenia? Przez tysiące lat ten system się sprawdzał i nie było ani jednej wróżki, która próbowałaby zmienić panujące w Centrali zwyczaje. Gdy dziesięć lat temu, Wróż Nadzorca szedł do kolejnej, nowo narodzonej wróżki, czuł w powietrzu dziwne zawirowania Magii. Nie czuł takiego niepokoju od prawie tysiąca lat.

 

***

Dwa listki mięty — aby moc poszła w pięty.

Trzy krople rosy — aby nie gubiły się po drodze włosy.

Jedna kora dębu — aby skrzydełka dostały porządnego rozpędu.

Ćwierć świeżego zęba mlecznego — aby zyskać wyglądu niewidzialnego.

          Tę regułkę znała na pamięć każda wróżka, której zadaniem było zbieranie i mielenie składników na magiczny proszek. Bez niego żadna magiczne stworzenie z Centrali nie mogło wykonywać swoich obowiązków. Choć praca niezwykle ważna, była dość nudna i monotonna. Przez to, wszystkie wróżki pracujące w Fabryce Magicznego Proszku marzyły skrycie, aby zostać najważniejszą z wróżek. Wróżką Zębuszką. Wiedziały jednak, że istniały tylko dwie sytuacje, w których mogło się to wydarzyć. Trzeba było się narodzić akurat w tym dniu, od którego licząc pięć lat, jedna z siedmiu, żyjących na świecie Zębuszek, przejdzie na emeryturę. Nikt jednak na dzień swoich narodzin nie ma za bardzo wpływu. W drugiej sytuacji jedna z Zębowych wróżek musiała bardzo zachorować, co uniemożliwiałoby jej wykonywanie obowiązków.

          Wtedy trzebaby było zorganizować wielki, otwarty test dla wszystkich zainteresowanych nową posadą. To się do tej pory zdarzyło tylko raz w historii istnienia Centrali. Nie myślcie, że na świecie istniały jedynie Wróżki Zębuszki. Poza nimi były jeszcze inne, równie ważne i istotne dla magicznego społeczeństwa. W Centrali pracowały jeszcze Wróżki Pocieszycielki, Wróżki Odnajduszki albo Wróżki Ogrzewające w Nocy Odkryte, Zimne dziecięce Nóżki. Jednak to tylko Wróżka Zębuszka mogła codziennie wylatywać i poznawać wielki i zagadkowy świat. Tylko ona przynosiła codziennie różne ciekawe historie pełne emocji i przygód. Tylko ona, na pierwszy rzut oka, spełniała swoje marzenia. Nic dziwnego, że wszyscy jej zazdrościli. Tylko czy ona sama cieszyła się z wykonywanych obowiązków? Nikt jej przecież nigdy o to nie zapytał.

– Lena! Może dorzucimy tym razem trochę proszku chilli? – zapytała koleżankę jedna z wróżek, siedząca po przeciwnej stronie stołu produkcyjnego.

– Jak ostatnio doprawiliśmy go wyciągiem z wodorostów, Zębuszka przez tydzień miała zielone skrzydełka, a gdy stawała się niewidzialna, zostawiała po sobie drobinki zielonego pyłku. Wielu rodziców, dotąd się zastanawia, skąd pod poduszką ich dzieci wzięła się pleśń przez jedną noc. Nie wiedzą tylko, że to nie jest pleśń. – roześmiała się w odpowiedzi Lena.

– Już tylko dziesięć lat zostało Zębuszce do emerytury. Może starczy już tych żartów. I tak podobno coś u niej nie tak z pamięcią. Nie dokładajmy jej kolejnych zmartwień. – podsumowała koleżanka, chowając do kieszeni czerwony proszek.

Lena, tylko dla potwierdzenia, skinęła głową. Gdy po raz kolejny powtarzała w głowie skład mieszanki, w całej Centrali rozległ się głośny, diamentowy alarm.

***

          Julię obudził pierwszy promyk słońca. Wdarł on się przez ciasno zaciągnięte, grube, różowe zasłony i niczym słonecznym paluszkiem, pogładził dziewczynkę po lewej powiece. Tyle wystarczyło, aby otworzyła na raz obie, ukazując duże, okrągłe, turkusowe oczy. Z ekscytacji usiadła niczym wystrzelona z procy. Pierwsza myśl, która pojawiła się w jej mądrej głowie, była tą samą, przez którą wczoraj tak długo nie mogła zasnąć. Wróżka Zębuszka i pierwszy biały ząbek czekający pod poduszką.

          Julia wsunęła sprawnie małą, drżącą rączkę pod wygodną poduszkę. Chwile musiała poszukać, przesuwając ręką raz w prawo, raz w lewo. W końcu złapała coś. Coś, czego nie spodziewała się tam znaleźć. Powinna odszukać zupełnie inną rzecz niż to, co teraz trzymała przed sobą w zaciśniętej mocno pięści. Otworzyła powoli rączkę, aby się upewnić, że to, co trzyma, to jest to, co powinno zniknąć stąd kilka godzin temu. Na otwartej dłoni, zamiast lśniącej monety, Julia trzymała mały mleczny ząbek. Ten sam, który wczoraj z taką determinacją wyciągnęła sobie przed lustrem w łazience. Ten sam, który kosztował ją tyle bólu i łez. Teraz leżał tam i zamiast zamienić się na lśniącą, okrągłą monetę szczęścia, przemienił początkową ekscytacje dziewczynki w niedowierzanie i smutek.

          Julia zaniosła się płaczem. – Wiedziałam, że opowieści o wróżkach to tylko bujdy na resorach. Wiedziałam! – krzyczała. Cisnęła ząb w przeciwległy koniec łóżka, ubrała kapcie wyglądające jak jednorożce-bliźniaki i wybiegła energicznie ze swojego pokoju, kryjąc twarz w dłoniach. Mieszkali z rodzicami na wsi. Było okropnie gorące lato i mama Juli często otwierała drzwi wejściowe, aby więcej powietrza wpadało do środka. Julia skorzystała z okazji i nie myśląc o konsekwencjach, bez pytania mamy, wybiegła na dwór. Zaczęła biec przed siebie żwirową drogą w kierunku lasu, aż tu nagle, tuż pod lasem, przewróciła się o coś, co nie powinno się tam znaleźć.

***

          Alarm w Centrali Wróżek huczał wszystkim w głowach. Rodzaj Diamentowy oznaczał najwyższy stopień zagrożenia. Mogło to być bezpośrednie zagrożenie życia, bezpieczeństwa osady lub ryzyko nagłego wstrzymania produkcji Magicznego Proszku. Przekaz powtarzał się, jak nagrany na kasetę magnetofonową i brzmiał tak:

 

          „Wróżka Zębuszka zaginęła. Nie odpowiada na żadne próby kontaktu. Zbiór zębów, produkcja Magicznego Proszku i szczęście dzieci jest zagrożone. Przedstawiciele wszystkich zawodów, w trybie natychmiastowym, mają zgłosić się do Wróża Nadzorcy”

 

          Zatrzymały się linie produkcyjne . Wszyscy pracownicy wstali i gorączkowo, bez planu, chodzili w kółko, łącząc się w losowe grupy, dyskutując, co mogło się stać. Po dokładnie siedemnastu minutach, w wielkich głośnikach, rozległ się solidny, pewny siebie, głos Nadzorcy:

– Wróżki Odnajduszki wyleciały właśnie na poszukiwania. Musimy, na wszelki wypadek, wybrać czym prędzej zastępstwo dla Zębuszki. Pozostało już tylko dziesięć godzin do kolejnych, conocnych zbiorów. Pozostali mieszkańcy Centrali, mają zatem dwie możliwości. Kto chce, może wrócić do swoich stałych obowiązków. Pozostali, zainteresowani nową posadą, niech przygotują się do Wielkiego Testu. Taka sytuacja miała miejsce tylko raz, wieki temu, więc dla przyspieszenia rekrutacji, muszę Was poinformować, czego ten test będzie dotyczył. Idealny kandydat lub kandydatka muszą:

– Ponadprzeciętnie latać,
– Czytać i pisać zgodnie z zasadami ortografii,
– Umieć korzystać z Magicznego Proszku i znać jego skład,
– Lubić dzieci i umieć dochowywać ich sekretów,
– Umieć skradać się cicho jak mysz pod miotłą.

– Wszyscy zainteresowani, którzy czują się na siłach, proszeni są o zgłoszenie się do mnie, Wróża Nadzorcy, niezwłocznie! Czas to zdrowe mleczne zęby, lecz na razie, działa na naszą niekorzyść, jak próchnica na jamę ustną. Powodzenia!

          Wielki głośnik zamilkł. Cisza opanowała całą magiczną krainę. Echo odbijało się o wielkie, stare dęby. Ktoś z wrażenia upuścił wiadro pełne żołędzi, które potoczyły się z łoskotem po najwyższych gałęziach, uderzając niektóre magiczne stworzenia w głowę. To właśnie spadające z nieba żołędzie obudziły wszystkich z nietypowego zastygnięcia, po usłyszanej wiadomości. Wróżki i Wróże, nadal pochłonięci w myślach, zaczęli z wolna rozchodzić się do swoich obowiązków.

– Lena, to Twoja szansa! – szturchnęła wróżkę koleżanka, która chwile wcześniej siedziała po przeciwnej stronie, za stołem produkcyjnym, a teraz stała z nią ramię w ramię pod zakładowym głośnikiem, zrobionym z metalowego, wojskowego kubka, który znalazły kiedyś na skraju lasu.

– Wena, co Ty wygadujesz. Mam już pracę. Wszyscy mamy. Marzenia to jedno, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Poza tym znam już dobrze moją pracę. Po co wszystko zmieniać. Zobaczysz, że wróżka i tak się wkrótce odnajdzie i tylko będzie niepotrzebne zamieszanie. Poza tym i tak nie jestem wystarczająco dobra. Słyszałaś, jakie mają wymagania?!

– Lena, przecież to Ty, najwięcej z nas wszystkich, mówiłaś jakby to było wspaniale, gdybyś mogła zostać Zębuszką. Wszystkiego można się w życiu nauczyć, jak się tylko chce. Kto jak nie Ty chciał prosić Nadzorcę, aby wyjątkowo, zorganizował dla Ciebie szkolenie na Zębuszkę?! Tak w razie czego, żebyś już była pod ręką na wypadek choroby najpopularniejszej z wróżek. Kto jak nie „Lena Niewidka”, jak nazwali Cię potem strażnicy, była przyprowadzana z naganą najczęściej, ze skraju lasu, bo podglądała o zmroku wylatującą do pracy Zębuszkę?! – wyrecytowała na jednym oddechu, podekscytowana Wena.

Lena, aż się zarumieniła, słysząc to wszystko. – Ja naprawdę tak dużo o tym mówiłam? Przepraszam, nie zdawałam sobie z tego sprawy — skomentowała speszona. – Już więcej nie będę, obiecuję.

– Mów o tym ile tylko chcesz. – kontynuowała energicznie Wena. – To nie jest zakazane. Widać przez to, jak bardzo kochasz prace Zębuszki i że oddałabyś wszystko, aby ją wykonywać. Potrzeba Ci tylko małego kopniaka w skrzydełka.

– Oj daj spokój. Tak tylko mówiłam. Tak naprawdę nie nadaje się do tego. Marzenia najlepiej, aby zostały tylko marzeniami. Nie ma co się oszukiwać i wyobrażać sobie nie wiadomo czego. Lepiej wracajmy do pracy, bo już mamy spore opóźnienie — odpowiedziała Lena, rozpoczynając po raz kolejny, recytację receptury na następną porcję Magicznego Proszku.

Nie zdarzyła dosięgnąć maszynki do mielenia mleczaków, a stało się coś, co sprawiło, że straciła oddech.

***

          Julia trzymała się za kostkę, jeszcze bardziej otoczona łzami, wypadającymi z jej turkusowych oczu, jak kamyki z procy.

– No niech to wielki żubr kopnie. Coś Ty dziewucho zrobiła najlepszego?! I kto za to teraz zapłaci hm? Masz jakieś kieszonkowe czy od razu idziemy do rodziców? – popiskiwała jakaś dziwna postać z głębi gęstego lasu.
Julia zamarła. Ciarki przeszły ją po plecach. Noga jakby mniej bolała.

– No co tak patrzysz?! Ten krasnal jest już stracony. Twoje zdziwienie nic tu nie pomoże. A ja głupi, wziąłem już za niego zapłatę z góry — podchodząc coraz bliżej dziewczynki, szary lisek kręcił przecząco głową.

– Kim jesteś? – zapytała drżącym głosem dziewczynka.

– To już teraz dzieci nie wiedzą nawet, jak lis wygląda? Co ta technologia robi dzisiaj z dziećmi, eh. – wzdychał głośno lisek i zaczął pakować resztę krasnali na długą, szarą plandekę, przyczepioną do dwóch grubych, solidnych gałęzi.

– Wiem, jak wygląda lisek! – zaczęła oburzona Julka — nigdzie jednak nie napisali, że umiecie mówić.

– Umiemy, umiemy — stwierdził lis, wypychając do przodu swą ubrudzoną od błocka sierść. Tylko nie każdy chce słuchać. Nie wszyscy też nas rozumieją. Ty widocznie masz „to coś” w sobie. Nie wiem skąd się „to coś” bierze. Lisem jestem, a nie sową, żeby wszystko wiedzieć. Tak czy inaczej, winna mi jesteś jednego krasnala. Pomóż mi, chociaż dostarczyć pozostałe to odejmę Ci trochę od rachunku.

– Ale gdzie chcesz je dostarczyć? – zapytała mocno już zaciekawiona Julia, ocierając ostatnią łzę, opadającą z wolna na okrągły policzek.

– Sprzedałem je jakiejś skrzydlatej wróżce za woreczek magicznego proszku. Problem tylko w tym, że zapomniałem spytać o adres i tak błąkam się po tym lesie już kilka godzin.

– Wróżki nie istnieją! – krzyknęła Julka, odwracając się energicznie plecami do liska.

Chytrusek otworzył szeroko czarne oczy ze zdziwienia. Podszedł do dziewczyny. Wyjął z plecaka mały, skórzany woreczek i podał go jej, mówiąc:

– To jak myślisz. Skąd mam to?

Julia odwróciła powoli głowę. Jej oczom ukazało się małe zawiniątko, przez które w porannym słońcu, mieniło się coś zjawiskowego. Niczym proszek do prania otulający wszystkie kryształy świata. Niczym gwiazdy otoczone w delikatną chmurkę. Oczy dziewczynki natychmiast rozbłysły niczym zimne ognie w sylwestra.

          W tym samym czasie, z lasu wydostał się delikatny powiew wiatru. Wzbił w powietrze odrobinę magicznego proszku i jakby z precyzją wyborowego łucznika, wprowadził go mocno w nozdrza Julki. Aż kichnęła mocno z wrażenia, pokrywając małego liska dziwną mazią w kolorze leśnego runa.
– A fuj! Jak mogłaś — zdenerwował się lisek — zetrzyj to ze mnie teraz. Albo chociaż przeproś.
– Daj spokój futrzaku. Lepiej dobrze przywiąż krasnale i chodź za mną. Wiem gdzie dostarczyć Twoje zamówienie.

***

          Lena nie mogła złapać tchu. Wena, z inna koleżankami, trzymały Lenę za ramiona i leciały między gałęziami, jakby się paliło. Po zmieniającym się szybko krajobrazie Lena poznała, że kierują się do drzewa Wróża Nadzorcy. Po kilku ekspresowych minutach stała już pod jego drzwiami, łapiąc oddech.

– Co Was do jasnego kryształu, opętało!? – krzyczała Lena, jednocześnie głośno dysząc.

– No jak to co — zaczęła Wena — jak Ty sama nie masz ochoty spełnić swoich marzeń, to po to masz nas, żeby Ci w tym pomóc.

Wielkie drzwi za nimi otworzyły się z hukiem i wszystkie wróżki zobaczył Wróża Nadzorcę z mocno spiętą miną.

– Co tu się dzieje?! Słychać Was w całej Centrali. Nie wiecie, że mamy poważny problem, który właśnie próbujemy rozwiązać?! – mówił wyraźnie, ale zdecydowanie Nadzorca.

– My właśnie przyleciałyśmy z rozwiązaniem Wróżu Nadzorco — od razu zaczęła mówić rozpromieniona Wena.

– Jak to? – zapytał zaciekawiony Wróż.

– Oto ono. A raczej ona. Lena. Najlepsza następczyni Zębuszki — powiedziała pewnie Wena, popychając jednocześnie nieśmiałą Lenę w kierunku drzwi.

– Czy to prawda? – zapytał Nadzorca Lenę, która wpatrzona była jedynie w swoje ziemiste paznokcie u stóp.

– yyy — powoli zaczęła wydobywać z siebie dźwięki wróżka. No bo…ja miałam zawsze takie marzenie. My wszystkie mamy takie marzenie. Niech Nadzorcy nie myśli czasem, że nie szanuję swojej pracy. To nie tak. Lubię to, co robię i wiem, że wykonuję ważną pracę dla naszego ludu. Ale…ja sama nie wiem, czy tego chcę. Łatwo jest mieć marzenia, jeśli wiesz, że zostaną tylko w twojej głowie. Trudno wykonać ten pierwszy krok, jeśli nagle okazuje się, że to, co było tylko w głowie przez całe życie, jednak ma szansę się spełnić.

– Słyszałem o Tobie Lena. Pamiętam nawet, jak wybierałem Ci zawód zaraz po urodzeniu. Od pięciu lat pracujesz ciężko i nienagannie. Znasz formułę na magiczny proszek lepiej niż Nadzorca Produkcji. Latanie mogłabyś trochę bardziej ćwiczyć. Tylko nawet ja nic tu nie poradzę, jeśli to nie będzie Twoja decyzja. Nie przyjmę Twojej kandydatury na zastępstwo za Zębuszkę, jeśli będzie to wymuszone. Nie mnie musisz przekonać, że chcesz spełnić swoje marzenie tylko samą siebie.

– No dalej Lena, co Ty wyprawiasz?! Taka możliwość zdarza się raz na milion lat — wspierały wróżkę przyjaciółki.
Lena nadal nie odrywała wzroku od swoich brudnych paznokci.

– Posłuchaj — kontynuował Nadzorca — mamy jeszcze kilka godzin na wybranie odpowiedniej wróżki i jej szybkie przeszkolenie. Zastanów się dobrze, na czym najbardziej Ci w życiu zależy. Wróć do mnie z odpowiedzią za godzinę. Pamiętaj tylko o jednym. Jeśli spróbujesz uchwycić swoje marzenie, a nie uda Ci się. Nic nie tracisz. Jeśli jednak nie spróbujesz. Będziesz do końca życia zastanawiać się: ‚a co by się stało, gdybym tylko się odważyła’. Pomyśl o tym przez ten czas.

          Wróż Nadzorca poklepał Lenę po ramieniu. Odwrócił się. Wszedł o swojego domu i zamknął wolno drzwi.
Wróżki patrzyły w oczekiwaniu na jakąś reakcję Leny. Ta, długo jeszcze nie poruszyła nawet skrzydełkiem. To, co zrobiła później, zaskoczyło samego Wróża Nadzorcę.

***

– Długo jeszcze? – wysapał lisek, ledwo słyszalnym głosem, z wywieszonym do granic możliwości językiem.

– Jeszcze kawałek, obiecuję — odpowiedziała podekscytowana Julia.

– Skąd Ty w ogóle znasz drogę do Centrali Wróżek?! Jeszcze chwilę temu zdziwił Cię gadający lis i sama mówiłaś, że wróżki nie istnieją — skomentował ostatkiem sil chytrusek, szurając płachtą z jedenastoma krasnalami ogrodowymi o wystające korzenie.

– Po prostu mam przeczucie. A teraz ciiicho. Zobacz. Tam chyba ktoś leży — odpowiedziała dziewczyna, przykładając jeden palec do ust a drugim wskazując skraj lasu, oddalony od nich o jakieś pięćdziesiąt kroków.

Zostawili ładunek gdzie stali. Podeszli ostrożnie bliżej i nie mogli uwierzyć własnym oczom.

– Hura! Dostawa uratowana. To jest właśnie moja klientka od krasnali. Wróżka Zębuszka!

– Kto taki?! – zapytała z niedowierzaniem Julia, mimo że miała doskonały słuch.

– No co ty. Możesz w nie nie wierzyć, ale nie mów, że nawet nie słyszałaś opowieści o Zębuszce? – odpowiedział z lekkim uśmieszkiem lisek.

– Nie o to chodzi. Wytłumacz mi, proszę, dlaczego w lesie, niedaleko mojego domu, śpi widzialna Wróżka! Do tego Zębuszka we własnej osobie z workiem pełnym mlecznych zębów!! – Julia uklękła z wrażenia.

– Już Ci mówiłem- odpowiedział poważnie lisek — Takie trudne pytania to Sowie zadawaj. Ja tylko mogę powiedzieć, że nie śpi, ale wygląda jakby zemdlała ze zmęczenia. Pomóż mi ukryć krasnale pod mchem. Wrócimy po nie później. Położymy wróżkę na płachcie i, jeśli nadal masz to niezrozumiałe przeczucie co do kierunku, w jakim szliśmy, zabierzemy ją do domu. Może jest chora.?! Tak czy siak. Trzeba pomagać sobie w potrzebie.

Gdy w końcu dotarli do jak się wydawało, końca lasu ujrzeli niesamowity spektakl.

***

          Drzwi otworzyły się z hukiem. Zebrani, siedzący przy bukowym, prostokątnym stole, aż wstali z wrażenia. W wejściu zobaczyli promienną, zdecydowaną, pewną siebie wróżkę.

– Wróżu Nadzorco — zaczęła szybko Odnajduszka — nigdzie ani śladu po Zębuszce. Zaginęła bez śladu. Co mamy robić?

Wróż usiadł ciężko. Złapał głowę w obie dłonie i zaszlochał. Po chwili poczuł na swym prawym ramieniu delikatny dotyk.

– Wróżu Nadzorco — zaczęła spokojnie, ale pewnie Lena.

– Nie teraz. Żadnych zlych wiadomości więcej. Nie dzisiaj — odpowiedział smutno i cicho Nadzorca.

– Ale ja chciałam tylko powiedzieć, że się zdecydowałam. Chcę wykorzystać okazję i spełnić moje największe marzenie.

Wróż podniósł energicznie głowę. Łzy nadal kapały mu po policzkach, ale oczy miał rozpromienione.

– Nawet nie wiesz, jak cieszą mnie Twoje słowa — wycedził, pociągając nosem Nadzorca – Tym bardziej że wszystkie pozostałe wróżki, które się zgłosiły, nie przeszły nawet testu z podstawowych umiejętności magicznych. Nie ma na co czekać. Przedstawiciele wszystkich zawodów są tu dzisiaj. Lepszej okazji nie będzie. Zaczynajmy szkolenie.

***

          Ściana lasu, okazała się wielkimi wrotami złożonymi ze składanych korzeni i lian. Gdy Julia z Liskiem dotarli na miejsce, obie części żywej bramy otwierały się powoli. Poza lasem słońce dopiero układało się do snu, ale tutaj, między największymi paniami dębów, panował już półmrok. Szarość rozświetlały świecące w ciemności skrzydła setek wróżek. Mieniły się turkusem, błękitem, różem i purpurą. Magicznych stworzeń było tyle, że gdy Julia patrzyła bezpośrednio na bijący od nich blask, musiała bardzo mrużyć swe turkusowe oczy. Wszystkie latające tworzenia, tańczyły, niczym w specjalnie przygotowanym układzie. Zawsze tak celebrowali pierwszy wylot nowej Wróżki Zębuszki.

          Julia z liskiem, patrząc na to przedstawienie, jeszcze nie wiedzieli, co wywołało takie poruszenie. Gdy bramy otworzyły się do końca, z centrum całego zamieszania, wyleciała wróżka, której skrzydełka mieniły się turkusem. Wzleciała nad wszystkich zebranych, pomachała i wystrzeliła w niebo.

          Gdy emocje opadły, strażnicy z ostrymi jak wykałaczki włóczniami skierowali swoją uwagę na nowych przybyszów. Opiekunowie bramy, o wzroście tulipana, byli w społeczeństwie magicznym uważani za stworzenia bardzo duże. Dlatego długo się zastanawiali, jak mogli przegapić dziewczynkę, wielkości jelonka. Stojącej w dodatku z lisem, przed samym ich nosem.

– Ciekawe jak długo oni tu stoją? Skomentował jeden ze strażników.

– Nie wiem, ale musimy szybko się nimi zająć, bo inaczej do końca naszego długiego życia będziemy pracować, czyszcząc leśne toalety.

– Kim jesteście i po co przybywacie? – krzyknął pierwszy strażnik do niespodziewanych gości.

– Jestem Lisek — zaczął sprawnie chytrusek — leśny handlarz. To jest Julka, dziewczynka, która nie wierzy we wróżki, a tu, na płachcie, przyciągnęliśmy jedną z Was. Znaleźliśmy ją w lesie, nieprzytomną.

– Drugi strażnik zleciał niżej, aby ocenić czy lisek mówi prawdę. Gdy zobaczył, co musiał, wleciał bez słowa w głąb osady. Po chwili wyleciał z jakimś starszawym osobnikiem w błyszczącej drogimi kamieniami kamizelce.
Starszawy Wróż podleciał do przybyszów i zawisł na wysokości wzroku dziewczynki. Popatrzył jej głęboko w oczy i zawahał się na moment.

– Olsza. To ty?

– Julia jestem, miło mi — odrzekła zdziwiona dziewczynka, wyciągając w kierunku Wróża otwartą dłoń.

– Olsza to na pewno Ty. Oczy nigdy nie kłamią.

– Ty to zawsze musisz wszystko zepsuć. A tak długo udało mi się pozostać w ukryciu — odrzekła dziewczynka bardzo zmienionym głosem. – witaj ponownie Wróżu Nadzorco, jak w pracy?

Wygadanego liska zatkało, a dodatkowo zza jego pleców, słychać było delikatne pojękiwanie: – Aaale gdzie ja jestem? Co się stało? Woody!

– Porozmawiamy później Wróżko! – zaczął rozgniewany Nadzorca — Na razie odpuszczę Ci kazanie, bo przyprowadziłaś Zebuszkę, która zaginęła kilka godzin temu. Nie myśl jednak, że ominie Cię poważna rozmowa z całą radą Centrali. Wejdzmy teraz szybko do środka. Już prawie nic tu nie widać.

– Strażnik! – krzyknął Nadzorca.

– Tak szefie?! – odrzekł stojący najbliżej strażnik, wyprostowany teraz tak, jakby przed chwilą połknął miotłę.

– Zabierzcie Zębuszkę do Drzewa Życia. Niech Wróżki Duszki się nią zajmą. Do rana powinna nabrać sił i opowiedzieć nam co się stało. Wróżkę Olszę, jak zmieści się w postaci tej dziewczynki, zabierzcie na polanę i przygotujcie jej tam wygodne posłanie a noc. Dzisiaj nic już nie załatwimy. Późno się zrobiło.

– A co ze mną? – krzyknął poirytowany, pomijany we wszystkich rozmowach lisek.

– Lisy nie mają wstępu do naszej krainy. Taki regulamin, przykro mi. Ale za to, że pomogłeś z Zębuszką, zostaniesz solidnie wynagrodzony. Polecę strażnikom, aby wydali Ci coś do jedzenia i zobaczymy się rano.

Lisek nie zdążył odpowiednio przerobić myśli w zdanie, a bramy Centrali Wróżek szczelnie domykały już swe roślinne wrota.

***

          Wczesny, letni świt przedzierał się nieśmiało przez prześcieradło gwiazd i ciemności. Lena, najszczęśliwsza na całym świecie, wracała właśnie do Centrali ze swoim pierwszym workiem pełnym świeżych mleczaków. Mięśnie dawały o sobie znać. Pod ściekał strumieniami z czoła. Skrzydełka ledwo się poruszały, ale w sercu czuła radość. Radość z dobrze podjętej decyzji. Cieszyła się, że zebrała w sobie odwagę, by podążyć za marzeniami. Przekraczała właśnie wrota Centrali, gdy jej oczom ukazał się zaskakujący obraz.

Na polanie leżała ludzka dziewczynka. Tak na oko sześcioletnia. Wokół niej zgromadziła się cała Rada Osady na czele z Wróżem Nadzorcą i…starą Wróżką Zębuszką.

          Lena z wrażenia wypuściła worek z mleczakami na głowę liska, który ukradkiem dostał się do środka i myślał że nie będzie go widać za wysokim żywopłotem. Sama w ostatniej chwili uniknęła uderzenia w dyndającą na jej drodze gałąź. Wylądowała bezpiecznie zaraz za Nadzorcą i zaczęła nerwowo wypowiadać części zdań:

– Ale jak…Ale dlaczego… Czy to oznacza, że…? – i rozpłakała się, zakrywając twarz zmęczonym dłońmi.
Nadzorca, znany raczej z szorstkości niż z wylewności, podszedł do Leny i przytulił ją delikatnie.

– Spokojnie moje dziecko. Usiądź z nami. Odpocznij. Napij się ciepłego kakao i zaraz Ci wszystko wytłumaczymy.

          Gdy już atmosfera się uspokoiła, Wróż zaczął wtajemniczać Lenę w to, co zaszło po jej wczorajszym wylocie.
Okazało się, że Julia to prawdziwa dziewczynka. Wróżka Olsza dostała się podstępem magicznym do jej głowy rok temu, żeby ukryć się przed Nadzorcą i wykonywaną w osadzie pracą. Zębuszka natomiast, jest już stara i chora. Ma problemy z pamięcią i sama poprosiła, aby mogła szybciej przejść na emeryturę.

– Ale czy to znaczy…? – zaczęła nieśmiało Lena, ale Nadzorca ją powstrzymał.

– To znaczy moja droga, że jak już wybraliśmy Wróżkę Zębuszkę, to nie zmienimy decyzji na następne tysiąc lat.

Chyba że wróżka nie będzie wykonywać swojej pracy, sama nas poprosi o zwolnienie z obowiązków albo zaginie w niewyjaśnionych okolicznościach, jak w tym przypadku.

          Na ustach wszystkich pojawiły się delikatne uśmiechy. Lena dostała wypieków na twarzy i już chciała odpowiedzieć, gdy głos zza placów jej przeszkodził.

– Ale czy to znaczy, że nie mam już dostarczać zamówionych krasnali? – niepewnie krzyknął lisek z za żywopłotu.

– To już zależy od zamawiającej, uparty sierściuchu. Przyjdź do nas, to porozmawiamy. I tak tylko dzięki mnie nie zostałeś jeszcze, jak szczur wyrzucony na zewnątrz — odpowiedział Nadzorca.

Gdy lisek handlarz podszedł nieśmiało do kręgu, Stara Zębuszka ucieszyła się na jego widok.

– Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę. Myślałam, że już nigdy nie zobaczę więcej ani Ciebie, ani krasnali, ani magicznego proszku. Widać pozory mylą. Okazałeś się uczciwy, przywieź więc wszystkie krasnale zgodnie z zamówieniem. Jeśli wszyscy się zgodzą, poustawiamy je ładnie tu na polanie, aby upamiętniały nam tą cała sytuację z moim zagubieniem. Zabierz przy okazji ze sobą Julie. Wróżka Olsza już opuściła jej głowę. Odprowadź ją bezpiecznie do domu i upewnij się, że znajdzie się w swoim łóżku. Obsypaliśmy ją magicznym proszkiem, więc niczego nie będzie pamiętać.

***

          Julię obudził pierwszy promyk słońca. Wdarł się on przez ciasno zaciągnięte, grube, różowe zasłony i niczym słonecznym paluszkiem, pogładził dziewczynkę po lewej powiece. Tyle wystarczyło, aby otworzyła na raz obie, ukazując duże, okrągłe, turkusowe oczy. Z ekscytacji usiadła niczym wystrzelona z procy. Pierwsza myśl, która pojawiła się w jej mądrej głowie, była tą samą, przez którą wczoraj tak długo nie mogła zasnąć. Wróżka Zębuszka i pierwszy biały ząbek czekający pod poduszką.

          Z poprzedniej nocy nie pamiętała zupełnie nic. Zdziwiła się tylko po przebudzeniu. Podczas wycierania nosa, na chusteczce, zobaczyła pozostałości jakiegoś dziwnego białego proszku. Była jednak tak podekscytowana myślą co zaraz znajdzie pod poduszką, że wyrzuciła szybko chusteczkę do kosza na śmieci i wsunęła swoją małą, drżącą dłoń pod poduszkę. Wyciągnęła po chwili jakiś przedmiot, idealnie dopasowany do jej małej dłoni. Duża, okrągła moneta z cyfrą 5, odbijała promienie porannego słońca. Julia zacisnęła znalezisko w pięści i pobiegła do sypialni rodziców, krzycząc:

– Mamo, mamo! Wróżka Zębuszka naprawdę istnieje. Zabrała w nocy mój ząbek i zobacz, co mi zostawiła.

wróżki