(0-7 lat) Historia małej zebry, która miała niską samoocenę i wiarę w siebie, aż do czasu jak spotkała małą, zieloną żabkę czarodziejkę. Krótka bajka dla dzieci mówiąca o tym, że nie ma powodu udawać kogoś innego. Najlepiej jest po prostu być  sobą.

Aby pobrać audiobook za darmo wejdź TUTAJ

 

W miejskim Zoo dzień leniwie budził się do życia. Na wielkim, starym zegarze, umieszczonym w centrum zoo, na jedenasto metrowym słupie, aby widać go było z każdego miejsca ośrodka,  wybiła godzina 8:00. Pierwsi pracownicy przechodzili właśnie przez służbowe, metalowe drzwi, umieszczone w murze, zaraz obok wielkiej drewnianej bramy głównej, otwieranej zwykle dopiero o godzinie 10:00 dla turystów. Dzisiaj jednak jest środa. W środy zwierzęta mogą trochę poleniuchować. Nie muszą już od świtu prężyć się i pozować dla zwiedzających. Na jeden dzień w tygodniu obiekt zamknięty jest dla turystów. Przeprowadzane są wtedy wszelkie duże remonty, przebudowy klatek i generalne, dogłębne porządki tego wesołego przybytku. Zwierzęta otrzymują tego dnia również porządną kąpiel, strzyżenie i obcinanie pazurów. Nie wszystkim to się jednak podoba.

Słoń Gapcio, wyznaczony przez samego Pana Dyrektora. już od wschodu słońca przygotowuje się do swojej roli jako myjka ciśnieniowa. Sprawia mu to zadanie niebywałą radość. Może wtedy na prawo i lewo sikać z trąby wodą i nikt go za to nie skarci. Nikt też nie ma prawa się wtedy na niego obrażać, a ponadto otrzyma dodatkowe smakołyki jak zdąży wszystkich wymyć w jeden dzień. Papugi tylko, zawsze utrudniają Gapciowi środowe zadanie, chowając się wysoko w konarach drzew. Kąpiele to nie jest ich najulubieńsza rozrywka. Zmoczone wodą, krzyczą tylko na całe zoo, że kolory im wtedy ciemnieją, że schnąć muszą przed lotem godzinami i że wszyscy się z nich śmieją bo wyglądają jak kolorowe szczotki do podłogi. Nic jednak zabawy w chowanego nie pomogą, bo nasz doświadczony słoń potrafi z taką siłą wystrzelić w drzewo strumień zimnej wody, że nawet najwyżej rosnące gałązki budzą się wtedy do życia wypuszczając nowe listki z zaspanych pączków. Na każdego przychodzi pora.

Gapcio ma swój system mycia. Najpierw obchodzi całe zoo, sprawdzając czystość klatek i zawsze zaczyna od tej, która jego zdaniem jest w najgorszym stanie. Wtedy, na sam koniec, gdy już jest zmęczony, zostają mu tylko najlżejsze zadania. Po kolei więc wita się z przyjaciółmi oceniając zakres prac. Krokodyl Stefcio uśmiecha się szeroko, ukazują braki w uzębieniu, niedźwiedź Karol udaje niewiniątko, chowając za plecami, klejącą od miodu łapę, tęczowa zebra pręży muskuły wśród czarno-białych koleżanek a małpka Fiki….zaraz zaraz tęczowa zebra?!?! Gapcio z wrażenia, aż cofną się do klatki z zebrami, żeby potwierdzić co przed chwilą zobaczył, po czym wybuchnął gromkim śmiechem. Cofnijmy się jednak do ostatniej niedzieli.

Pozostała minuta do otwarcia. Tłumy turystów, głównie dzieci, czekają zniecierpliwione przed wielką, dwuskrzydłową, dębową bramą. Pierwsza niedziela po zakończeniu szkoły zawsze przyciąga najwięcej zwiedzających. Pogoda również pomogła, usuwając wszystkie chmury z nieba, ofiarując błękitne sklepienie unoszące słonecznikowo-żółte słońce, rozpościerające swe promienie niczym ramiona zachęcające do wielkiego, ciepłego przytulasa. Zegar wybił godzinę dziesiątą. Wielka zasuwa została zdjęta z wrót. Oczekujący wlali się na główny plac niczym woda z pękającego balonu wypełnionego wodą. Dzieci rozbiegły się po całym zoo w poszukiwaniu, największych, najgroźniejszych i najbardziej kolorowych zwierząt.

Największą atrakcją był słoń Gapcio popisujący się strumieniami wody, wystrzeliwanymi z potężnej trąby w znajdującego się na wybiegu obok groźnie ryczącego lwa. Żyrafa pokazywała sztuczkę z zawiązywaniem na supeł własnej szyi, a niezwykle kolorowe papugi chwaliły się znajomością języków obcych. Tylko przy wybiegu z zebrami nie było większego zainteresowania. Kilkoro dzieci przeszło obok, rzucając jednym okiem, jakby czarno-białe paski koniowatych nie robiły na nich większego wrażenia. Fakt, większość dostojnego stada nie zabiegała o uwagę dzieci, tylko delikatnie, powolnie, leniwie wręcz stała i skubała trawę lub chrapała w swoich stajniach. Tylko jeden wesołek Ariel, skakał przez przeszkody, przewracał się, żonglował podkowami, aby tylko zwrócić czyjąś uwagę. Niestety efekt był marny. Było tak za każdym razem, każdego roku to samo. Nie ważne jakby się Ariel nie starał, wymyślał nowe sztuczki, nikt i tak nie zwracał na niego uwagi. Wywoływało to w nim wielki smutek i wściekłość. Nie miał już siły udowadniać innym, że też jest ciekawym zwierzęciem i ma dużo do zaoferowania. Nie miał już po prostu siły.

W nocy z wtorku na środę, do stajni Ariela zakradła się żabka czarodziejka, mieszkająca w stawiku, na terenie zoo, który służył wszystkim zwierzętom za wodopój.

  • Pssst? Spisz już Arielu? – wykumkała szeptem żabka.
  • Nie, nie mogę zasnąć. Ciągle myślę jak inne zwierzęta mają lepiej ode mnie. Wszyscy się nimi zachwycają bo są największe, najgroźniejsze, albo najmądrzejsze. Ja to tylko taki dziwny koń, który nie ma nic specjalnego do zaoferowania. Po co w ogóle ktoś wymyślił zebry. – szlochała Ariel
  • Myślę, że mogę coś na to poradzić. Zaufaj mi. Zamknij oczy do snu. Jutro rano, zwrócisz uwagę wszystkich. – wyszeptała żaba z dziwnym uśmieszkiem.

Środa rano. Ariel obudził się jeszcze przed wschodem słońca. Czuł się jakoś tak bardziej pozytywnie dzisiaj. Chciał jak najszybciej przejrzeć się w wodach bajorka i zobaczyć co też żabka w nim wczoraj w nocy zmieniła. Dobiegł to najbliższej sadzawki i … jego oczom ukazało się dumne zwierze z czarną, postawioną na żel grzywą, pomalowanymi na czerwono ustami i paskami we wszystkich znanych kolorach. Ariel, aż pękał z dumy. Stanął z napiętymi mięśniami przy samym brzegu wybiegu, żeby każdy przechodzeń mógł go dobrze zobaczyć i tylko czekał, aż zjawi się Gapcio na co tygodniowe mycie.

  • Hahahaha. Arielu to Ty? – parsknął śmiechem Gapcio cofając się do wybiegu dla zebr podczas środowego obchodu.
  • Oczywiście, że ja. Czyż nie wyglądam zjawiskowo?! Jestem teraz najciekawszym zwierzęciem w zoo!- odparła zebra, wypinając się dumnie.  Teraz już nikt nie będzie omijał naszego wybiegu.
  • No na pewno nikt was teraz nie ominie. Dumne zebry, mając klauna w stadzie, przyciągną nawet dzieci, które chciały iść do cyrku zamiast do zoo. Hahaha, powiedz proszę, że to tylko taki żart – odpowiedział słoń, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
  • Pff! Jak śmiesz mnie obrażać! – parsknął Ariel odwracając się na lewym kopycie. – Nikt nie podziwiał mnie za to jaki byłem, to stałem się kimś innym, kto będzie przyciągał uwagę wszystkich!

Słoń przestał się śmiać. Jako najmądrzejsze zwierzę w zoo, zrozumiał, że sprawił swoim zachowaniem przykrość koledze. Domyślił się też, skąd Ariel wpadł na pomysł, dokonując tak drastycznej przemiany.

  • Arielu, chyba już wszystko rozumiem. Jesteś zazdrosny, że dzieci nie biegną do Was tak chętnie jak do innych zwierząt bo na pierwszy rzut oka nie oferujecie nic szałowego?!

Zebra tylko machnęła ogonem na znak, że słucha, ale dalej czuje się urażona.

  • Lwy głośno ryczą, papugi gadają jak ludzie, krokodyl umie nurkować a ja sam popisuje się moją trąbą – kontynuował Gapcio. – Wiem, że może to się wydawać przytłaczające, ale czy wiesz gdzie biegną dzieci, kiedy już nami się nacieszą?
  • Tak, wiem – odburknęła zebra – do restauracji na pierwszym piętrze, żeby coś zjeść.
  • Dokładnie tak. A na co wychodzą okna z naszej restauracji? – zapytał słoń
  • A skąd mam wiedzieć, nigdy tam nie byłem, widzę ją tylko z mojej ….. zaraz zaraz. Te wielkie okna, skierowane są tylko na nasz wybieg. To na nas wszystkie dzieci zawsze się patrząc podczas jedzenia i pokazują coś palcami. Dzieci zachwycały się … ZEBRAMI!!! – krzyknął uradowany Ariel.
  • Zgadza się mój kolorowy przyjacielu. Zebry to są zwierzęta jedyne w swoim rodzaju. Dostojne, spokojne, opanowane. Stają się jednak nerwowe kiedy tłum ludzi przeszkadza im w codziennych sprawunkach. Dlatego właśnie Dyrektor naszego Zoo, tak ustalił plan zwiedzania, że wasz wybieg jest jako ostatnia atrakcja na liście. Ostatnia, ale równie ważna i ciekawa jak wszystko inne. Jak myślisz, czy dzieci byłyby wstanie cokolwiek zjeść spokojnie, jeśli zamiast opanowanych czarno-białych zebr widziałyby groźne tygrysy albo fikające koziołki, psocące małpki?? -stwierdził mądry słoń
  • Masz rację przyjacielu. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś. Miałem nadzieję, że ta zmiana pomoże, ale tak na prawdę to nie czułem się dobrze udając kogoś kim nie jestem. Najlepiej to czuć się dobrze we własnej skórze. Najlepiej jest być po prostu sobą.  Trzeba też znaleźć własną wyjątkowość i wartość. Każdy jakąś ma, bez wyjątku. Reszta mojego stada, miała rację, że się nie przejmowali tym co mówią inni. Mogłem ich wcześniej posłuchać zamiast robić z siebie pośmiewisko i udowadniać, że jestem kimś innym niż na prawdę. – odpowiedział z ulgą Ariel
  • Podejdź bliżej ty mój niesforny koniu, niech no spłuczę Cię dokładnie. Jedna kąpiel tu dzisiaj nie wystarczy, ale wspólnymi siłami doprowadzimy Cię do porządku zanim zjawią się kolejne dzieci. – powiedział Gapcio z uśmiechem, wypuszczając z trąby ogromny strumień wody w kierunku tęczowej zebry.
  • A wiesz – mówi z trudem, przez pianę na ustach, Ariel – dlaczego nawet lwy się nas boją, skoro nie mamy nawet ostrych zębów ani pazurów?
  • Dlaczego? – zapytał Gapcio, przerywając na chwilę spłukiwanie piany, żeby Ariel mógł spokojnie wytłumaczyć.
  • Natura, wyposażyła nas w niezwykle silne kopyta, zwłaszcza te tylne. I jak napniemy wszystkie mięśnie, możemy nawet rozłupywać wielkie kamienie. Kilka lwów, nabiło sobie w przeszłości duże guzy, próbując podgryzać nam łydki i od tamtego czasu już nam nie dokuczają. – opowiedział uradowany ze znalezionej wyjątkowości Ariel.
  • Pamiętaj tylko, żeby nie ufać już więcej żabce z sadzawki. Zielona kłamczucha. Robiła już wcześniej innym zwierzętom żarty. Była miła i specjalnie namówiła Cię na tą przemianę, żeby Cię ośmieszyć. Nie podoba jej się to, że wszystkie zwierzęta, w tym zebry, gaszą pragnienie w jej stawiku. Pomimo, że wody tam jest wystarczająco na tysiąc żab i innych zwierząt. – skomentował słoń

W tym samym momencie. Ariel kątem oka, zauważył pod ogrodzeniem, przysłuchującą się wszystkiemu, wspomnianą żabą, kłamczuchę. Podczas gdy była zwrócona w stronę Gapcia, zebra zwinnie użyła swych mocnych kopyt i jednym zwinnym ruchem wystrzeliła żabę w górę jak z procy. Słoń widząc zdarzenie, zrozumiał intencje czarno-białego kolegi i zaczął podrzucać żabkę strumieniami wody, nie dając jej spokojnie spać na ziemię.

  • Przestać już, słoniu, proszę, nie dobrze już mi się robi od tego podrzucania – krzyczała czarodziejka.
  • Obiecujesz, że już nigdy więcej nie będziesz innym zwierzętom robić takich przykrych żartów? – stanowczo postawił sprawę Gapcio.
  • Tak, obiecuję!! Zwierzętom nic…nigdy…żadnych żartów nie będę robić!

Gapcio i Ariel spojrzeli na siebie uśmiechając się szeroko. Po czym słoń nabrał ile tylko mógł powietrza w trąbę i … wystrzelił żabkę wyyysoooooko w niebo, w kierunku jej sadzawki.

  • … ale turystów obietnica nie dotyczyyyyyyyy… – usłyszeli jeszcze tylko z oddali spadającą i wygrażającą się żabę.

Gapcio po całym zajściu kontynuował swoje środowe obowiązki, a Ariel już w dużo lepszym humorze i swojej własnej skórze, chodził dumnie po wybiegu szukając miejsca, z którego najlepiej będzie go widać z pierwszego piętra restauracji.

 

Teraz podejdź do lustra i z uśmiechem powiedz chociaż dziesięć razy JESTEM SUPER WYJĄTKOWY!

a potem…

Zapisz na dysku i wydrukuj obrazek. Następnie weź kredki albo pisaki i go pokoloruj. Będzie mu smutno jak tego nie zrobisz 🙂

(dlatego obrazki są czarno-białe w każdej bajce)

Jeśli dodatkowo, wyślesz pokolorowany obrazek na adres info@bajkowytata.com umieszczę go na mojej fejsbukowej ścianie z Twoim imieniem 🙂

Podaj dalej
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInPrint this page

no replies

Leave your comment